Kryptowaluty od kilku lat wzbudzają olbrzymie emocje wśród osób zainteresowanych alternatywnymi sposobami inwestowania. Ich popularność mogą jednak wykorzystywać twórcy piramid finansowych, którzy chcą osiągnąć własne cele, bazując na niewiedzy sporej części inwestorów. Największe kontrowersje wzbudza ostatnio projekt Dascoin, który jak się okazuje – nie ma za wiele wspólnego z popularnymi kryptowalutami.

Niewymienialna „waluta”

Inwestowanie w Dascoin wiąże się z ogromnym ryzykiem, ponieważ w przeciwieństwie do najbardziej popularnych kryptowalut, takich jak Bitcoin, jest projektem scentralizowanym. Wartość Dascoina nie podlega prawom popytu i podaży, a jest uzależniona od twórcy lub grupy twórców. W przeciwieństwie do Bitcoina, Dascoina nie możemy sprzedać – nie istnieją bowiem giełdy wymiany tej „waluty”. Nie można też zapłacić nią za produkty lub usługi.

Jak podkreślono w interpelacji poselskiej, skierowanej w czerwcu b.r. do ministra sprawiedliwości – Dascoina w ogóle nie można uznać za kryptowalutę, ponieważ nie jest oparty na otwartym protokole i kodzie źródłowym. Nie bazuje również na systemie blokchain, czyli rozproszonej, zdecentralizowanej bazie danych, służącej do księgowania transakcji, wykorzystujących popularne kryptowaluty. Co więcej, Dascoin nie jest umieszczony w żadnym rejestrze kryptowalut (takim jak coinmarketcap), a w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie prowadzone jest już postępowanie, dotyczące namawiania do inwestowania w projekt.

Poważne wątpliwości inwestorów wzbudza również niejasna struktura firmy – jak zauważają członkowie fundacji Trading Jam, która zaalarmowała prokuraturę w sprawie Dascoina, zlokalizowane w Singapurze przedsiębiorstwo jest własnością firmy z Dubaju, którą zarządzają osoby z USA. Warto zauważyć również, że zasada działania projektu Dascoin jest zbliżona do przedsięwzięcia znanego pod nazwą Onecoin, które przez wiele krajów na całym świecie zostało uznane za piramidę finansową, a inwestorzy aresztowani.

Piramida finansowa?

Skoro Dascoin nie jest kryptowalutą, to czym w takim razie jest? Wiele faktów wskazuje na to, że może działać na zasadzie piramidy finansowej. W popularnym serwisie YouTube umieszczonych jest obecnie ponad 12 tysięcy materiałów, których autorzy namawiają do inwestowania w projekt Dascoin. Jest on także promowany na różnego rodzaju eventach i określany jako system MLM.

Osoby nakłaniające do inwestowania w projekt przekonują, że potencjalni inwestorzy stoją przed szansą zarobienia fortuny, a wszystko, co należy zrobić, to wykupić licencję na wydobywanie Dascoinów. Za licencję trzeba zapłacić od 1000 do 25000 euro. Co można zrobić z pseudo „kryptowalutą”, której nie można na nic wymienić? Promotorzy projektu przekonują, że po wejściu projektu na giełdę, inwestorzy osiągną ogromny zysk, problem polega na tym, że jak na razie Dascoin nie jest notowany na żadnym rynku kryptowalut.

Nietrudno się zatem domyślić, że osoby nakłaniające do inwestowania w projekt są z tego tytułu wynagradzane – Dziennik Gazeta Prawna dotarł do informacji, jakoby promotorzy mieli otrzymywać 10-30 proc. zysku z wpłaconych środków.

Twórcy projektu Dascoin mogą celowo wykorzystywać niewiedzę początkujących inwestorów zainteresowanych zyskiem z popularnych obecnie kryptowalut. Wątpliwości wzbudza nawet sama nazwa projektu, do złudzenia przypominająca pełnoprawną kryptowalutę Dashcoin. Jesteś zainteresowany inwestycją w wirtualne waluty? Zastawiasz się nad zakupem koparki? Pamiętaj, że Dascoin, przynajmniej na razie, nie jest kryptowalutą, a inwestowanie w ten projekt może wiązać się z ogromnym ryzykiem.

W czwartek 14 września o godzinie 18:00 w Warszawskim Google Campus (Wejście od ul. Nieporęckiej 14) odbędzie się spotkanie ekspertów od kryptowalut poświęcone tematyce Dascoina. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. Szczegóły: https://facebook.com/events/113298826023883/

Spodziewamy się nagrania z wydarzenia.