Andreas M. Antonopoulos, podczas Polskiego Kongresu Bitcoin, skupił się na zjawisku znanym w Stanach Zjednoczonych jako “gentrification”. Termin ten opisuje sytuację, w której podupadłe dzielnice miast amerykańskich przeradzają się w ośrodki kultury alternatywnej, a następnie w skomercjalizowane, “odpicowane” przestrzenie handlowe.

Antonopoulos nakreślił tu porównanie wspomnianych dzielnic do Bitcoina, w przypadku którego takie ogołocenie z najwyższej jego wartości jest czymś, czego należy się wystrzegać. “Fajni ludzie” opuszczają wszak przeobrażone w przestrzenie handlowe dzielnice i przenoszą się w ciekawsze miejsca. Ta prawidłowość jest jednocześnie powodem, dla którego Antonopoulos jest spokojny o los Bitcoina.  

Po przemówieniu nadszedł czas na podpisywanie przez głównego prelegenta jego książek zakupionych wcześniej przez uczestników kongresu. Wydawało się, że każdy z uczestników posiada przynajmniej dwie książki (“The Internet of Money” Vol.1 oraz 2), gotowe do podpisania przez ich autora. W rezultacie podpisywanie książek trwało ponad godzinę. Gdy dobiegło ono końca i również my mieliśmy już swoje podpisy, jedyne co nam pozostało to przeprowadzić z panem Antopolousem wywiad.

Odpowiedział on z chęcią na pytania dotyczące zarówno elementów jego przemowy, jak i tematów, na które wypowiadał się przy innych okazjach (Bitcoin w krajach rozwijających się; banki centralne), a także misji, która wypełnia rozpowszechniając wiedzę o Bitcoinie.

Andreas Antonopoulos, jak zapowiedział nam przed wywiadem, jest programistą i najchętniej odpowiadały na pytania związane z technologią. Nasze bardziej ogólne pytania nie zmieniły jednak faktu, że udzielił nam doskonałego wywiadu.

Mateusz Kocot: Witamy, Panie Antonopoulos. Jak upływa Panu pobyt w Polsce?

Andreas Antonopoulos: To prawdziwa przyjemność. Nigdy nie byłem wcześniej w Polsce i to pierwsze wrażenie jest ekscytujące. Bardzo podoba mi się też w Warszawie; to piękne miasto. Podobają mi się szerokie ulice i dużo zieleni. Podejrzewam, że przyjechałem o dobrej porze roku i wyobrażam sobie, że zimą jest tu znacznie zimniej.

Mateusz Kocot: W rzeczy samej, w lecie jest całkiem miło. W swojej przemowie nakreślił Pan porównanie do „gentrification” (proces przeobrażania podupadłych dzielnic w modne, a potem w komercyjne) w przypadku ewentualnego rozwoju Bitcoina w środowisku nadmiernej rządowej interwencji. Wspomniał Pan też o tym, że Facebook był na początku bardziej „cool”, a później się skomercjalizował. Czy jest to zapowiedź tego, co nieuchronnie czeka Bitcoina w przypadku szerszej akceptacji go w gospodarce?

Andreas Antonopoulos: Nie wydaje mi się. Jedną z cech Bitcoina, która mnie o tym przekonuje, jest fakt jego decentralizacji, co sprawia, że bardzo trudno go odgórnie kontrolować i przejąć, w sposób, w jaki są przejmowane przez Starbucks niegdyś podupadłe awangardowe dzielnice.

W rezultacie Bitcoin zdaje się odporny na korporacyjne zabiegi w rodzaju badania rynku i opierania funkcjonowania Bitcoina na ich podstawie. Powstaną oczywiście tego rodzaju klony Bitcoina: „Facebook Coin”, „Government Coin” itd. Zostaną one przedstawione jako lepsze alternatywy. Powiedzą nam, że te alternatywy są bezpieczne, testowane…

Takie działania oczywiście nic nie wniosą do dyskusji o walutach, ponieważ obecnie większość naszych walut określa się tymi mianami. Kryptowaluty są inne i uważam, że będą skutecznie opierały się tym zabiegom.

Czas pokaże, ale nawet gdyby miałoby się to stać, przestrzeń kryptowalutowa jest obecnie tak zróżnicowana, że gdy zdarzy się to w przypadku jednej kryptowaluty, inne podejmą kroki w celu uniknięcia podobnego losu.

Ludzie, którzy wysoko cenią decentralizację znajdą alternatywy i każdy, kto zna się choć trochę na programowaniu, może stworzyć swoją własną alternatywę. Mówię to, jako ktoś, kogo Bitcoin przyciągnął właśnie z tego powodu, że jest on niezależny od wpływu korporacji i rządów.

Mateusz Kocot: Wspomniał Pan przy kilku okazjach, że jednym z czynników, które sprawiają, że Bitcoin jest nie do powstrzymania, jest Pana książka „Mastering Bitcoin”, która dostarcza informacji, jak w razie czego odbudować całego Bitcoina od zera.

Andreas Antonopoulos: Nie powiedziałbym, że jest to głównym czynnikiem w tej kwestii, ale należy pamiętać, że Bitcoin to nie tylko kryptowaluta, ale również idea. Każdy na świecie może odbudować sieć, jeśli ta oryginalna zawiedzie z jakiegokolwiek powodu.

Idea zdecentralizowanej waluty, która opiera się na prawidłowych zasadach rynkowych, jest nie do powstrzymania. To samo dotyczy opensource’owych smart kontraktów na Ethereum, privacy coins, czy resource-sharing coins, umożliwiających udostępnianie miejsca do przechowywania plików, swojego wifi, czy swojej mocy obliczeniowej.

Istnieje masa zastosowań, gdzie systemy oparte na Blochchain i kryptowalutach będą nieprzerwanie funkcjonować, a ludzie będą mogli rozwijać i odkrywać na nowo samą ideę bez ograniczeń.

Mateusz Kocot: Obecnie mamy do czynienia w Polsce z sytuacją, gdzie banki rozwiązują umowy z klientami związanymi z handlem krypto.

Kiedyś w przyszłości, gdy ta walka nieuchronnie osiągnie apogeum, do czego Pana zdaniem posuną się rządzący, aby położyć kres Bitcoinowi i sprawić, że ugnie się pod ich żądaniami, zamiast unikać ich wpływu w sposób, który opisał Pan w poprzedniej odpowiedzi?

Andreas Antonopoulos: W mediach będziemy mieli do czynienia z większą ilością negatywnej propagandy. Będą się starali powiązać Bitcoina z najgorszą wyobrażalną działalnością przestępczą.

To wszystko pomimo faktu, że obecnie to nasze rządy zaangażowane są w najgorszą z możliwych form przestępczości; odbywa się to za pomocą głównie gotówki i dotyczy „nieoficjalnego” finansowania wojen w różnych rejonach świata.

Jednak to kryptowaluty będą obwiniane o podobne działania. Co więcej, przewiduje, że waluty państw zaczną w pewnym momencie załamywać się pod wpływem nadmiernego długu publicznego oraz inflacji. Będzie się to działo w różnych miejscach na świecie. W następstwie tych załamań można przypuszczać, że kozłem ofiarnym staną się kryptowaluty.

Widzieliśmy to już w Wenezueli, gdzie obwiniano kryptowaluty o problemy, jakie ma ich waluta – Boliwar. Ludzie, gdy mają wybór, przenoszą się do rozwiązań, które zapewnią im więcej bezpieczeństwa, ale rządowi Wenezueli się to nie podoba. Rząd Wenezueli uważa, że ci ludzie powinni pozostać w upadającej gospodarce z całą resztą społeczeństwa.

Będziemy mieli też do czynienia z państwami, które zakażą obrotu kryptowalutami czy nawet posiadania ich, co jest niemożliwe do egzekwowania. Ludzie będą mogli spotykać się na ulicy i przesyłać sobie BTC za gotówkę przekazywaną z ręki do ręki.

W pewnym momencie pojawi się jednak inny problem, a mianowicie taki, że ludzie nie będą chcieli przyjmować bezwartościowej gotówki w zamian za bardzo wartościowe kryptowaluty. Tak będzie w miejscach, gdzie dojdzie do hiperinflacji. Wówczas, chcąc otrzymać krypto, będzie trzeba zaoferować osobie posiadającej je coś innego, niż gotówkę. Możliwe, że będzie to jakaś usługa.

Przykładowo, jeśli ktoś jest taksówkarzem, może to być kurs za krypto. To samo może mieć miejsce z fryzjerami i farmerami – za krypto będzie można kupić strzyżenie i kurczaki, a za walutę krajową… nie za bardzo. Tak już się dzieje w niektórych miejscach na świecie: ludzie nie przyjmują rządowej waluty, ponieważ nie stanowi ona dla nich wartości.

Reasumując, zakazywanie Bitcoina nie przyniesie rezultatu, ponieważ dojdzie do niego dopiero w momencie, kiedy dana waluta krajowa będzie już na skraju śmierci, aby ją chronić. W sytuacji, kiedy waluta krajowa jest na skraju śmierci i ludzie zobaczą, że jest możliwość zapewnienia im dzieciom bardziej stabilnej przyszłości za pomocą alternatyw, nie ma takiej siły na świecie, która mogłaby ich powstrzymać.

Wiele rzeczy zostało zakazane w wielu krajach na świecie i nie zmieniło to faktu, że te rzeczy wciąż się dzieją. W przypadku wspomnianych problemów z walutą mamy do czynienia z kontrastem pomiędzy czymś nielegalnym i czymś niesprawiedliwym czy niemoralnym. Jeśli prawo jest niemoralne, podczas gdy ochrona własnej rodziny jest oczywiście moralna, fakt nielegalności danej czynności nie gra roli.

Nie oznacza to oczywiście, że ludzi nie krzywdzi się za próby walki z podobnymi niemoralnymi przepisami. W Wenezueli niektórzy ludzie kopiący Bitcoin poszli do więzienia i nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze z niego wyjdą, ale skala zjawiska powiększa się i na dłuższą metę nie jest ono do zatrzymania.

Mateusz Kocot: Czy uważa Pan, że regiony świata z nierozwiniętym systemem bankowym mogą przyjąć nowe rozwiązania związane z walutami cyfrowymi, zanim nastąpi to w np. Europie i Ameryce północnej i czy może to zaowocować przyjęciem tych samych rozwiązań w krajach z tradycyjnymi systemami bankowymi?

Andreas Antonopoulos: Tak mi się wydaje. Amerykanie używają określenia „leapfrog” (przeskakiwanie), które uważam za dziwne określenie, ale odzwierciedla ono to, co już widzieliśmy np. w Afryce, gdzie, w większości rejonów nigdy nie podłączono infrastruktury telefonu stacjonarnego. Nie mieli nic, a następnie mieli telefony komórkowe. Stało się tak, ponieważ telefony komórkowe są znacznie łatwiejsze do rozpowszechnienia.

Infrastruktura bankowa jest droga w budowie i utrzymaniu. Potrzeba budynków, pracowników, możliwości transportu gotówki, bankomatów, kart kredytowych, możliwości badania zdolności kredytowej ludzi, możliwości gromadzenia informacji.

Wiele z krajów, o których mowa nie ma ani grama podobnej infrastruktury. Można więc wyobrazić sobie przeskoczenie z niczego do waluty cyfrowej trzymanej na telefonie zasilanym energią słoneczną.

Są miejsca na świecie, gdzie nie ma łatwego dostępu do wody pitnej, ale jest za to do telefonów z systemem Android. Podobnych „przeskoczeń” zobaczymy więcej, choćby z takiego powodu, że w tych to właśnie miejscach zapotrzebowanie na zdecentralizowaną, nierządową i bezpieczną walutę jest największe.

W pewnym momencie adopcja cyfrowych pieniędzy doprowadzi tam do rozwoju cyfrowego rynku, który stworzy możliwości importu i eksportu z zagranicy. Handel z zagranicą da podłoże pod smart kontrakty, które będą zarządzały tym nowo umożliwionym handlem. Mamy tutaj serię kroków, które są ściśle związane z technologią walut cyfrowych i ten element jest tutaj wyjątkowo ważny.

Mateusz Kocot: Przy przynajmniej jednej okazji przytoczył Pan przykład krajów rozwijających się jako miejsca, gdzie waluty cyfrowe mogą mieć pozytywny wpływ. Chodzi konkretnie o Pana wystąpienie w Senacie Kanady. Czy uważa Pan, że ta argumentacja sprawi, że rządy spojrzą na Bitcoin bardziej przychylnie?

Andreas Antonopoulos: Prawdę mówiąc, nie obchodzi mnie, co oni pomyślą. Nie uważam, że jest to istotne.

Mateusz Kocot: Dlaczego więc mówił Pan o tym?

Andreas Antonopoulos: Ponieważ nie mówiłem tego do polityków w Senacie Kanady. Mówiłem to do ich wyborców i ludzi, których reprezentują. Miało to na celu edukację również ludzi, którzy obejrzeliby to wystąpienie później.

Moim celem było przedstawienie przekonującego argumentu, który pozwoli ludziom zrozumieć, dlaczego wszystko to, co dzieje się z Bitcoinem ma miejsce i co zdarzy się w przyszłości.

Ludzie w Senacie Kanady zadawali pytania, ale moje odpowiedzi skierowane były do znacznie szerszej publiczności. Jeśli zostałem zrozumiany poprawnie, to świetnie – będzie to dobre dla obywateli Kanady, ale nie tylko dla nich. Będzie to również dobre dla ludzi, którzy żyją w Kanadzie, ale nie są obywatelami i np. przesyłają pieniądze do swoich rodzin znajdujących się poza Kanadą.

Chodziło o każdego, kto obejrzałby wideo z przemówienia. W tym przypadku, gdybym został dobrze zrozumiany, mogłoby to pomóc Kanadzie w staniu się bardziej elastyczną w sytuacji radzenia sobie z sytuacjami, które nadejdą w przyszłości. Jeśli nie zostałem zrozumiany, to również nie zmienia faktu tego, co się wydarzy.

Moim celem nie jest przewidzieć dokładnie, co się stanie, a raczej nakreślenie ogólnego kierunku, w którym zmierzamy i jakie zmiany niesie ze sobą ten kierunek. Gdy przekazuję te informacje, uważam, że to od osoby, która mnie słucha, zależy co zrobi z tą wiedzą i czy wykorzysta ją w myśleniu o przyszłości.

Kiedy włączę wiadomości i prezenter prognozy pogody powie mi, że jutro będzie padać, mogę na drugi dzień zabrać ze sobą parasol, albo nie zabrać parasola. Mogę zdenerwować się na osobę, która przekazuje mi informację, że jutro będzie padać, ale nie zmieni to faktu deszczu bądź jego braku.

Jeśli nie wezmę parasola, zmoknę. Prezenter prognozy pogody nie może mi powiedzieć, że nie będzie padać, skoro wiadomo zgodnie z jego informacjami, że będzie. Także informacje są, jakie są i każdy musi zdecydować, co z nimi zrobi. Jeśli politycy posłuchają, dobrze. Jeśli nie… potencjalnie mogą zmoknąć.

Mateusz Kocot: Wspomniał Pan, że Bitcoin jest nie do powstrzymania z powodów, które Pan wymienił. Jeśli tak jest, zastanawiam się, jaki jest cel aktywizmu na jego rzecz. Wspomniał Pan wcześniej również o tym, że nie widzi Pan potrzeby działań marketingowych w tradycyjnym trybie, gdzie przedstawia Pan produkt i szuka zwolenników. Jeśli założymy, że Bitcoin jest nie do powstrzymania i nie ma potrzeby reklamowania go, jaką funkcję pełni aktywizm w rodzaju tego, którym Pan się zajmuje?

Andreas Antonopoulos: Aktywizm nie jest ważny. To edukacja jest ważna. Chodzi o wyjaśnienie jak Bitcoina się używa i do czego jest przydatny. Wówczas osoby, które chcą i są w stanie go używać, dowiedzą się na ten temat więcej. Wówczas, gdy coraz więcej takich ludzi zacznie używać Bitcoina, wtedy staje się on nie do powstrzymania.

Każdy indywidualny przypadek jest inny. Nie chodzi mi w tym, co robię o to, by sprawić, żeby ludzie potrzebowali Bitcoina. Jedni go potrzebują, inni nie. Nie chodzi o to, by sprawić, by ludzie potrzebowali Bitcoina, a raczej, by pokazać ludziom, dlaczego mogą go potrzebować, lub chcieć go używać.

Innym aspektem są tu ludzie, którzy programują w zakresie walut cyfrowych. Zadaję im w pewien sposób pytanie: „Dla kogo budujesz to, co budujesz? Oto moja idea na temat, dla kogo to, co budujesz, może być przydatne”. Może jest to potrzebne, a może nie.

Niezależnie od wszystkiego, moja rola jest tu minimalna. Myślę o tym w ten sposób: Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w teatrze, który w tej analogii reprezentuje kraj. Teatr płonie. Ja stoję przy wejściu awaryjnym i wskazuję na nie. Jeśli ktoś chce zostać w teatrze, nic nie stoi na przeszkodzie. To jedyna rola, jaką pełnię: „Wyjście jest tam i to tam moim zdaniem znajduje się bezpieczeństwo”. Podobnie, jak w przypadku przykładu z prognozą pogody, wybór należy indywidualnie do każdej osoby.

Mateusz Kocot: Spójrzmy na przyszłość bardziej konkretnie. Wypowiadał się Pan na temat obecnego braku płynności Bitcoina i wynikłych z tego wahań ceny. O ile musielibyśmy pomnożyć aktualną liczbę użytkowników Bitcoina, by Bitcoin stał się bardziej stabilny cenowo i Bitcoinowe biznesy, na które obecnie może być za wcześnie, stały się opłacalne.

Andreas Antonopoulos: Mamy na świecie aktualnie 25 milionów ludzi, którzy zaangażowani są w tę technologię. Absolutne maksimum to 35 milionów, czyli 0,5% populacji świata. Jest to garstka i bardzo mały odsetek działalności komercyjnej na świecie.

Nie chodzi tylko o ilość ludzi, ale również o to, jakie transakcje się odbywają: ich wolumen, kwoty… Wyobraźmy sobie firmę, która obraca kryptowalutami codziennie i przyjmuje w nich płatności, opłaca rachunki, przyjmuje, wysyła, płaci swoim pracownikom. To właśnie taka działalność zapewnia stabilność (ceny).

Wówczas można myśleć do dalekosiężnych planach na rozwój. Im więcej mamy takiej działalności, takiego obrotu, tym trudniej jest wpłynąć negatywnie na gospodarkę. Myśląc o tym, porównuję to do fizyki, do momentum.

Jeśli prowadzimy wóz strażacki wypełniony wodą, będzie się on zachowywał inaczej, niż pusty wóz strażacki. Jeśli spróbujemy raptownie skręcić tym wypełnionym wodą, będzie się on dalej poruszał prosto, nieistotne co zrobimy.

Tym momentum, czy inercją w gospodarce jest stabilność cen. Bardzo ciężko jest wpłynąć na kurs waluty takiej jak Dolar czy Euro właśnie z tego powodu. Są one stabilne. Nie jest to zależne od tego, co powie rząd, ani jakie zasady ustali, ponieważ rządy nie mają nad tym kontroli.

Chodzi wyłącznie o to, że jeśli mamy walutę, za którą stoją setki milionów ludzi, którzy obracają nią na co dzień w gospodarce, gdzie zmienia ręce 50 bilionów jednostek waluty rocznie. Owocuje to ogromną inercją i wynikłą z niej stabilnością. Jeśli pomyślimy o tym w ten sposób, Bitcoin jest malusieńki. Cała przestrzeń kryptowalut jest malusieńka.

Mateusz Kocot: Wspomniał Pan, że jesteśmy tam, gdzie Internet był w 1992 roku.

Andreas Antonopoulos: Być może nie jesteśmy nawet tak daleko. Jeśli porównamy się do Internetu, być może moment obecny jest porównywalny do 1992 roku, ale musimy nabrać większej perspektywy.

Bitcoin nieraz wydaje się potężny, bo zdaje się, że wszyscy o nim wiedzą itd., ale jak dużo osób rzeczywiście używa go codziennie? Załóżmy, że ktoś kupił niewielką ilość i odłożył ją sobie, żeby czekała – świetnie, jest to inwestycja i zdobywa temu komuś miejsce w gospodarce, ale nie jest to coś, co gospodarkę stabilizuje.

Potrzebne jest używanie Bitcoina w biznesie i życiu codziennym i minie czas, zanim stanie się to powszechne. Niektórzy mówią, że biznesy zaangażują się w Bitcoin, gdy będzie on stabilny, ale jest dokładnie na odwrót. Stabilność nastąpi wraz ze zwiększonym zaangażowaniem biznesu.

Ludzie, którzy zajmują się działalnością biznesową w momencie słabej stabilności, oprócz tego, że mogą na tym zarobić, przyczyniają się również do zwiększania wspomnianej stabilności. To z kolei przyciąga więcej ludzi.

Kolejną rzeczą, na którą powinniśmy zwrócić uwagę, jest fakt, że Bitcoin powołał do życia globalną gospodarkę z rodzaju, którego nie widzieliśmy jeszcze nigdy do tej pory. Tym, co najbardziej zbliża się do tego modelu, jest Dolar amerykański, który używany jest poza Stanami Zjednoczonymi w dziesiątkach krajów świata do podstawowego handlu pomiędzy krajami.

Jest walutą rezerwową świata i dlatego mamy do czynienia z taką sytuacją w jego przypadku. W historii świata zawsze mieliśmy coś z rodzaju waluty rezerwowej: Frank czy Dublon Hiszpański. Mieliśmy szereg imperiów i ich waluty.

Bitcoin jest zaś walutą bez imperium i już dał początek globalnej gospodarce, mimo że w tym momencie malutkiej. Jeśli pomyślimy, ile obrotu musielibyśmy mieć na całym świecie, by Bitcoin stał się stabilny – jest wyjątkowo wcześnie.

Możemy się spodziewać wielu, wielu wydarzeń w świecie Bitcoina na jego dalszej drodze i nie będzie on przez długi czas stabilny. Moim zdaniem niczemu to nie szkodzi.

Mateusz Kocot: Jakie są Pana zdaniem główne przeszkody, które stoją przed ludźmi, którzy potencjalnie mogliby używać Bitcoina, ale nie robią tego?

Andreas Antonopoulos: Jest wiele takich przeszkód, a jako pierwszą z nich wymienię brak edukacji finansowej.

Byłem w wielu krajach na świecie i mam doświadczenie ze szkoły w Grecji i uniwersytetu w Anglii. Nigdy nie zostałem nauczony o pieniądzach i nie uważam, że jest to problem wyłącznie Greckiego systemu edukacyjnego.

Gdziekolwiek pojechałem, ludzie zawsze mieli ten sam problem – nie zostali o tych sprawach wyedukowani. Nie wiedzą, czym jest pieniądz, jak działa, czym jest inflacja, jak działają oszczędności, procent składany, inwestowanie.

Można by pomyśleć, że technologia, której używamy na co dzień w tak wielu sytuacjach – pieniądz – byłaby traktowana bardziej poważnie w edukacji. Jednym z powodów, dla których nie uczymy się o tym, jest fakt, że nasi rodzice i nauczyciele również nie wiedzą nic na temat pieniędzy.

Rozmawiam czasami z dobrze wykształconymi ludźmi i czasami słyszę pytanie: „Dlaczego Bitcoin ma wartość?” Ja na to odpowiadam: „Dlaczego Złotówka ma wartość? Albo Dolar? Albo Euro?”. Wówczas ci wykształceni ludzie uśmiechają się i mówią: „Ponieważ każdemu Euro odpowiada kawał złota w skarbcu”. Nie jest to oczywiście prawdą od niemal stulecia. I pomyśleć, że wyrafinowana, wykształcona osoba opowiada mi historie podobne do tej o Świętym Mikołaju.

Mateusz Kocot: Nie chce mi się wierzyć, że ludzie tak uważają.

Andreas Antonopoulos: Mówię o setkach ludzi, którzy rzeczywiście tak uważają. Uważają, że gdzieś jest magiczny skarbiec w górze, gdzie składowane jest całe to złoto.

Inną teorią, którą mają jest ta, o banku centralnym, który kontroluje wartość waluty. Wydaje im się, że w centralnym banku ludzie spotykają się rano każdego dnia i myślą sobie: „Ile będzie dziś wynosił kurs Euro w stosunku do Dolara? Powiedzmy 01.04. Niech tak będzie”.

Mateusz Kocot: Jest to odrobinę bliższe prawdzie.

Andreas Antonopoulos: Odrobinę, ale nie za wiele. To tak jakby wyobrazić sobie pokrętło, którym kręcą w banku centralnym i kontrolują w ten sposób stopy procentowe. Być może się trochę ruszą przez 6 miesięcy, ale nikt nie wie i jest jeszcze wiele innych czynników, które wpływają na ruchy stóp procentowych.

Mateusz Kocot: Przypomina mi to o analogii z człowiekiem pod prysznicem, który przekręca pokrętło na zimne i woda jest zbyt zimna, po czym przekręca na gorące i się parzy. Nie może nadążyć za zmianami.

Andreas Antonopoulos: Świetna analogia. Wyobraźmy sobie teraz, że mamy pokrętło, które zareaguje na zmianę za 6 miesięcy. W rezultacie przez większość czasu albo byś się ziębił, albo parzył. Zaraz, chwila… przecież tak to jest obecnie z gospodarką.

Bardzo ciężko poradzić sobie z taką opóźnioną reakcją. Wyobraźmy sobie wręcz pokrętło pod prysznicem, które reaguje za 6 miesięcy w zależności od tego, co każda inna osoba w budynku zrobiła z temperaturą pod swoim prysznicem.

Tak to właśnie jest z gospodarką. Także problemem jest brak edukacji. Ludzie nie rozumieją, w jaki sposób pieniądz może być ulepszony, ani w jaki sposób może funkcjonować nierządowa waluta cyfrowa. Innym problem jest fakt, że jest to prawdę mówiąc, bardzo skomplikowana technologia, która drastycznie zmienia sposób, w jaki jesteśmy przyzwyczajeni, że działa pieniądz.

Ludzie nie lubią zmian. Chcą, żeby wszystko pozostało takie samo, jak było, gdy dorastali. Jeśli powie się im, że zastąpimy to, do czego są przyzwyczajeni od 30, czy 40 lat czymś nowym, powiedzą pewnie, że wciąż mają problemy z opanowaniem smartfona i nie chcą sobie zawracać głowy innymi nowinkami, a już zwłaszcza rewolucją w świecie pieniądza.

Jako trzeci problem wymieniłbym fakt, że technologia krypto jest obecnie kiepska. Jest zbyt skomplikowana. Portfele są skomplikowane, podobnie jak interfejsy użytkownika. Mamy do czynienia z nowymi słowami, koncepcjami i ludzie nie rozumieją nie tylko kryptografii, ale również np. różnicy między kluczem a portfelem.

Tych wszystkich rzeczy da się ludzi nauczyć, ale zajmie to czas. Jeśli mamy portfel i jest on łatwy do opanowania, wykonywanie operacji w bezpieczny sposób również powinno być proste.

Chodzi o sytuację, gdzie robimy „A” i następuje po nim „B” i „B” jest najbezpieczniejszą opcją dla danej operacji. Wówczas portfel nam pomaga. Jeśli jednak robimy „A”, a dzieje się coś kompletnie nieprzewidywalnego, nie mamy do czynienia z czymś, co przyciągnie i zatrzyma ludzi w systemie.

Obecnie mamy za trudne portfele, giełdy, sprzedawców, którzy sprzedają za Bitcoiny. W rezultacie ludzie, którzy aktualnie choćby kupują w Internecie za Bitcoiny, są skarbnicami wiedzy o Bitcoinie, często z czystej konieczności.

W Argentynie spotkałem się z ciekawym przypadkiem ludzi, którzy nie byli dobrze zorientowani w technologii, ale bardzo starali się nauczyć, jak działa Bitcoin w 2012 i 2013 roku, gdy było to znacznie trudniejsze, niż dzisiaj. Koniecznością była duża ilość prób i błędów. Dlaczego przeszli przez ten trud? Ponieważ ich waluta była do chrzanu i dziś znów jest.

Reasumując, potrzebujemy lepszej edukacji finansowej w szkołach i na uniwersytetach, a technologia kryptowalut musi być łatwiejsza do opanowania. Wówczas ludzie będą mogli sami zdecydować, czy potrzebują kryptowalut i jeśli będą ich potrzebować, będzie to dla nich ułatwione.

Mateusz Kocot: Dziękujemy za wywiad i życzymy szczęścia w dalszej pracy edukacyjnej.

Andreas Antonopoulos: Dziękuję. Sprawia mi to masę frajdy.