Oglądając kanały informacyjne lub surfując po internecie, po natrafieniu na informacje dotyczące problemów Trzeciego Świata, widz lub czytelnik może odnieść wrażenie, że trafia do zupełnie innej rzeczywistości. Niby istniejący „po sąsiedzku” na tej samej planecie, jednocześnie jednak tak różny, że można by odnieść wrażenie, że znajduje się w jakimś równoległym uniwersum. Częściowo wynika to z faktu, że problemy gospodarczo społeczne z którymi mierzą się te kraje, w naszej części świata zostały w dużej mierze opanowane.

Wpływ walut tradycyjnych

Wszystko rozbija się o stabilność waluty. Najsilniejsze waluty, czy może waluty z największych rynków, mają wpływ na rynki mniejsze, uzależnione gospodarczo od tych większych. Niektóre waluty są bardziej stabilne od innych, dlatego wahania na dużych rynkach nie mają na nie szczególnego wpływu. Są to jednak wyjątki od reguły. Gwałtowne wahania, kryzys finansowy w kraju z silną gospodarką może spowodować gwałtowne reakcje na „słabszych” rynkach, nawet jeśli należą one do Państw rozwiniętych.

Nie inaczej sprawa ma się z krajami Trzeciego Świata, czego przykładem może być chociażby Afryka. Instytucje finansowe większości krajów na kontynencie nie są dobrej jakości, co przekłada się na ograniczone powiązania z rynkami światowymi. Nie uchroniło to jednak tychże krajów przed skutkami recesji z 2008 roku. Obniżone ceny towarów, zmniejszona obecność zagranicznego kapitału lub zmniejszony popyt na eksport. Ten ostatni spowodowany był trudną sytuacją bogatszych rynków dotkniętych kryzysem, ograniczających import. Znaczne przekazy pieniężne od których uzależniona była część krajów afrykańskich również została wstrzymana (wg Banku Światowego ich liczba spadła od 5 do 9 procent). Efektem tego był zwiększony poziom biedy na obszarach szczególnie uzależnionych od rzeczonych transferów.

Kryzys finansowy nie jest oczywiście jedynym rodzajem wpływu, jaki może mieć obca waluta na lokalne rynki krajów trzeciego świata. Jednym z nich jest zjawisko „dolaryzacji”. Polega ono, na tym, że państwo wycofuje swoją oficjalną walutę na rzecz stabilniejszej, na przykład amerykańskiego dolara. Przykładami takich państw może być Zimbabwe lub Salwador. Powodem takiej zamiany jest zazwyczaj niechęć do zmian w prawie fiskalnym wynikająca z biurokratycznego protekcjonizmu, oraz nadmierne oparcie gospodarki na eksporcie.

Stabilizowanie ekonomii za pomocą wprowadzania stabilnej waluty ma swoje ciemne strony. Może prowadzić do ograniczenia liczby zarówno inwestycji z zagranicy, jak również lokalnych biznesów. Jej skutkami mogą być również nadmiar pracowników w instytucjach publicznych, oraz przewaga sztucznie podtrzymywanych, nierentownych państwowych firm nad małymi, prywatnymi przedsiębiorstwami.

„Dolaryzacja” ma jednak swoich zwolenników. Kiedy Salwador przyjął amerykańskiego dolara, wiele osób twierdziło, że decyzja ta uchroniła Salwador przed skutkami kryzysu finansowego. Nie obyło się jednak bez kosztów – dosłownie. Wprowadzenie dolara sprawiło, że wzrosły ceny produktów, co oczywiście odczuli najmocniej najubożsi Salwadorczycy. Rząd Salwadoru nie zrezygnował jednak z emitowania własnego bilonu, aby zapobiec problemowi z którym mierzyło się inne państwo stosujące „dolaryzację” – Zimbabwe. Problem polegał na tym, że wysoka wartość pieniądza, przełożyła się na problemy sklepikarzy z wydawaniem reszty.

„Dolaryzacja” i kryzys to oczywiście najbardziej skrajne przykłady na wpływ walut tradycyjnych na rynki krajów trzeciego świata. Ale waluty zagraniczne mają w tych krajach jeszcze jedną rolę, mającą duże znaczenie w codzienności ich mieszkańców. Tą rolą jest „nośnik wartości”, dobro w którym ludzie trzymają swoje oszczędności. W takich krajach jak na przykład Afganistan, lokalna waluta pełni tylko i wyłącznie funkcję utylitarną, bo oszczędności trzyma się w dolarach lub euro, a więc stabilnych i drogich zagranicznych walutach. Handlarze, którzy dokonują wymiany walut – w Afganistanie mówi się na nich Sarafis – pełnią ważną rolę. Nie tylko dlatego, że pełnią rolę kantorów (wymieniających na duży procent), ale również dlatego, że dokonują przekazów pieniężnych na życzenie klienta. Tego typu transfery nazywane są hawala i mają długą, liczącą kilka tysięcy lat tradycję. Sarafis biorą za hawala około 1% prowizji, są też bardzo skuteczni – potrafią obchodzić sankcje celne i transportować gotówkę za granicę, na przykład do Iranu. Długa tradycja procederu, połączona z  umiejętnością kupców do omijania prawnych ograniczeń sprawia, że hawala cieszy się sporą popularnością wśród lokalnej społeczności. Z tym rozwiązaniem wiąże się jednak istotny problem – jest to fizyczny transport gotówki, a ten obarczony jest dużym ryzykiem. Kradzież, zgubienie w transporcie, konfiskata na granicy – z możliwością pojawienia się tych problemów musi liczyć się każdy, kto zdecyduje się na usługi Sarafis.

Lokalne rynki a Bitcoin

W jaki sposób Bitcoin może pomóc mieszkańcom krajów Trzeciego Świata? Przede wszystkim może być dobrym środkiem do przechowywania oszczędności. W Afganistanie obok dolarów, najpopularniejszą metodą lokowania oszczędności jest gromadzenie złota. Jednak jego nabycie samo w sobie może być kłopotliwe, ponieważ większość kupców parających się jego sprzedażą, nie przyjmuje lokalnej waluty, tylko amerykańskie dolary. Przed kupnem kruszcu trzeba więc zamienić oszczędności w obcą walutę (najczęściej u Sarafis, oczywiście) co również wiąże się z kosztami. Kupno Bitcoina jest dużo prostsze, szybsze i potencjalnie tańsze.

Tutaj jednak pojawia się problem stabilności – wartość Bitcoina nie jest tak stała jak złota czy takich walut jak euro. Najsłynniejsza kryptowaluta w świecie Zachodu wciąż bardziej służy za narzędzie spekulacji niż środek płatniczy. Jest to problem, zwłaszcza z uwagi na to, że popularność Bitcoina w krajach Trzeciego Świata ma wymiar utylitarny, jest technologią, która przy odpowiedniej adaptacji może być realnie pomocna.  Z drugiej strony w takich krajach jak Zimbabwe, gdzie lokalna waluta jest niestabilna i podatna na inflację, zastąpienie tradycyjnej waluty silniejszym kryptopieniądzem (nawet jeśli jego kurs również podatny jest na wahania) to ryzyko, które może się opłacić. Kiedy w 2015 roku hiperinflacja zmusiła rząd Zimbabwe do wydrukowania 100 kwintylionów Dolarów Zimbabwe (wartość jednego wynosiła ok. 40 dolarów amerykańskich), obywatele tego kraju zaczęli przypatrywać się kryptowalutom z większą uwagą. To samo stało się w wielu innych krajach afrykańskich  – Botswana, Ghana, Kenia, Nigeria, wszystko to są kraje wymieniane w czołówce państw afrykańskich o największym zainteresowaniu Bitcoinem.

Abstrahując od kryzysów finansowych, adaptacja Bitcoina może się opłacić ubogim krajom, których gospodarka silnie uzależniona jest od surowców naturalnych. Gwałtowny spadek cen danego surowca może bowiem doprowadzić do zapaści ich ekonomii. Przykładem może być Nigeria. Kiedy w latach osiemdziesiątych spadła cena ropy naftowej, gospodarka kraju przeżyła zapaść, z której wyjście do stanu sprzed recesji zajęło wiele lat.

Adaptacja i jej problemy

Duże zainteresowanie kryptowalutmi w krajach trzeciego świata jest już faktem. Rynek nie został jak do tej pory uregulowany, co tylko ułatwia popularyzację Bitcoina po kontynencie. Dla ludzi wyjeżdżających za granicę w poszukiwaniu pracy, kryptowaluty stały się szybkim i skutecznym sposobem przesyłania środków do rodziny, która została w kraju. Szczególnie, że usługi finansowe takie jak Western Union nie działają w wielu krajach trzeciego świata, a dostęp do usług bankowych jest dla większości mieszkańców bardzo ograniczony.  Co równie ważne, w odróżnieniu od usług bankowych, telefonie komórkowe rozwijają się w bardzo szybkim tempie. Smartfony posiada coraz więcej ludzi, ceny sprzętu zaś maleją. Zainteresowanie kryptowalutami przyczynia się do jeszcze jednej rzeczy – udostępnienie usług finansowych osobom niepiśmiennym. W Afganistanie na przykład ich liczba wynosi około 60%. Interfejs smartfonów jest w dużym stopniu obrazkowy, a przez to intuicyjny. Jak się okazuje, ludzie nie potrafiący czytać nie mają dużych problemów z obsługą aplikacji. Prawdopodobieństwo, że osoby te założą konto w banku jest niewielkie, ale to że utworzą portfel kryptowalutowy – całkiem prawdopodobne.

Pytanie, które wciąż pozostaje bez odpowiedzi brzmi – jak w dłuższej perspektywie czasowej zareagują lokalnie legislatorzy? Piętnaście krajów Afryki Zachodniej zawarło sojusz o nazwie Wspólnota ekonomiczna krajów Afryki zachodniej. Kraje te, w celu przeprowadzenia napraw gospodarczych planuje przyjęcie wspólnej waluty fiat o nazwie Eco. Trudno powiedzieć co się stanie, gdy projekt wejdzie w życie. Czy transakcje kryptowalutowe wciąż będą tak łatwe do przeprowadzenia jak teraz? Czy może Państwa zjednoczone w sojuszu uznają Bitcoina za konkurencję dla własnego przedsięwzięcia i będą próbowały utrudnić korzystanie z niego? Na tę chwilę trudno powiedzieć.

Jakakolwiek przyszłość czeka kryptowaluty, zainteresowanie Bitcoinem w krajach trzeciego świata nie maleje. Kiedy w wyszukiwarkę Google wpiszecie w języku angielskim frazę store of value in third world countries, w zasadzie cała pierwsza strona wyszukiwań będzie zapełniona w całości artykułami o kryptowalutach w krajach rozwijających się. Chwilowy trend, czy jaskółka zapowiadająca zmiany? Zobaczymy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here