Narodowe kryptowaluty? Jeśli Twoim zdaniem brzmi to jak oksymoron zapewne jesteś w większości. Do jeszcze niedawna powstanie walut narodowych opartych na blockchainie wydawało się niemożliwe. Powoli jednak zaczyna ulegać to zmianie.

KryptoRubel

W zeszłym roku środowisko kryptowalut zelektryzowała wiadomość o planach stworzenia KryptoRubla. Ponoć nad projektem patronat sprawował sam Władimir Putin. Prezydent Rosji nie kryje się ze swoim zainteresowaniem blockchainem i walutami cyfrowymi:

„Obywatele naszego kraju mogą zapytać: Dlaczego potrzebujemy tego wszystkiego? Mamy przecież wszystko. Mamy ropę, gaz, węgiel, metale najróżniejszego rodzaju, złoto, platynę, diamenty… Przemysł rozwija się całkiem szybko. Nasza baza intelektualna znajduje się na bardzo wysokim poziomie. Potrzebujemy jednak dalszego rozwoju! Tego nam właśnie potrzeba. I musimy się z tym pospieszyć.”

Te słowa mogły napawać ogromnym optymizmem. Gorzej, że sama idea KryptoRubla budziła od samego początku wątpliwości, zaś każdego fana bitcoina mogła przyprawić o palpitacje serca.

„Moneta” miałaby być bowiem tylko cyfrowym odpowiednikiem jej papierowego, starszego brata. Kto wie, jak wygląda współczesna kreacja pieniądza, ten szybko zauważy, że w KryptoRublu nie byłoby więc nic tak rewolucyjnego, jak pierwotnie mogło się wydawać. Chyba ktoś nie rozumiał idei bitcoina. Ostatecznie o pomyśle przestano wspominać.

Na problemy Petro

Zmieńmy kontynent. Wenezuela jest krajem borykającym się od lat z problemami związanymi z sankcjami gospodarczymi. Czy może być więc lepszy sposób na obejście nałożonych ograniczeń niż własna kryptowaluta?

Prezydent Nicolas Maduro uznał w każdym razie to za świetny pomysł. Petro –  bo tak nazwano wenezuelskiego coina – nie był jednak pierwszym tego typu wynalazkiem.

Pamiętacie SUCRE (Sistema Único de Compensación Regional)? Zapewne nie. Dekadę temu była to międzynarodowa cyfrowa waluta (nieoparta oczywiście na blockchainie) wykreowana także przez Wenezuelę.

Projekt się nie przyjął, ale boom na kryptowaluty otworzył nowe możliwości. Od tego momentu wszystko zaczyna jednak przypominać latynoską telenowelę ze specyficznymi dla tego gatunku zwrotami akcji.

Najpierw Maduro ogłasza swój wielki plan stworzenia waluty opartej na sieci bloków, która do tego miałaby mieć pokrycie w bogactwach naturalnych Wenezueli – głównie ropie naftowej.  Następnie dbając o międzynarodowe poparcie, wezwał członków ALBA, czyli związku państw Ameryki Południowej i Środkowej, do poparcia jego pomysłu.

Ostatecznie start ICO petro okazał się niemałym sukcesem „Do dużych problemów, wielkie rozwiązania! Od pierwszej minuty gra zaczęła się bardzo dobrze, a my zaczęliśmy wygrywać: 4,777 miliardów juanów lub 735 milionów dolarów jest początkowym wynikiem operacji zamiaru zakupu Petro” – tak sytuację na Twitterze relacjonował sam Maduro. Ponoć sporą część kwoty wyłożyli inwestorzy z Chin.

Czy petro ostatecznie się przyjmie? Na razie pierwszy na atak na wenezuelską kryptowalutę przypuścił sam Donald Trump, który oficjalnie zakazał dokonywania transakcji za jej pomocą…

Korea Południowa szykuje rewolucje

Temat kryptowalut jest bardzo popularny w Korei Południowej. Władze tego kraju biorą pod uwagę wykorzystanie blockchaina do stworzenia systemu bezgotówkowego działającego na terenie całego państwa. Ideą jest zastąpienie kryptowalutami kart płatniczych.

Nad projektem pracują ponoć obecnie eksperci z branży fintech, ekonomii i nauk społecznych w porozumieniu z bankiem centralnym. Efektem ma być  także stworzenie narodowej waluty wirtualnej, której nazwa ani specyfika techniczna nie są na razie znane.

Pozostała część globu

Nad własnymi kryptowalutami pracują także władze Szwecji, które jeszcze w tym roku chcą puścić w obieg eKoronę.

Podobne plany ma Japonia, która planuje stworzyć JCoina – walutę cyfrową, która ma pomagać w rozliczeniu się w trakcie igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 r.

Także do końca tego roku Republika Wysp Marshalla ma wprowadzić  na rynek kryptowalutę Sovereig, która miałaby funkcjonować w kraju na równi z USD.

Polska z własną kryptowalutą?

Próby stworzenia narodowej kryptowaluty mamy także w Polsce. Projekt dPLN zrobił furorę w mediach stosunkowo niedawno. Choć krzykliwe nagłówki o powstawaniu polskiej kryptowaluty sugerowały, że pod projektem podpisuje się polski rząd, szybko okazało się, że jest zgoła inaczej. Twórcy dPLN nie widzą w tym jednak problemu. Oddajmy głos prof. Krzysztofowi Piechowi:

„Nie ma potrzeby, by Państwo obejmowało patronatem prywatną inicjatywę. Państwo nie musi patronować Blikowi, Visie czy Billonowi. To nie byłoby dobre. Państwo musi być pewne, że rozwiązane jest zgodne z prawem, ale nie powinno zastępować rynku w dostarczaniu systemów płatniczych.”

– Pomysł na dPLN wziął się z obserwacji trendów na świecie. – przedstawia nam genezę dPLN Piech – Pomyślałem, że jeśli gdzieś na świecie takie rozwiązane by powstało, to zapewne w USA, Singapurze, Estonii, Szwajcarii lub w Polsce. Więc czemu by nie spróbować, zanim ktoś inny to zrobi.

Pomysł skazany na sukces i mogący pomóc naszemu krajowi nadrobić zaległości technologiczne? Tak można było pomyśleć, gdyby nie to, że niestety później jego losy były już mniej optymistycznie:

„Wraz z rozpoczęciem grillowania minister Streżyńskiej zaczęły spadać szanse na to, by w zakresie regulacji blockchain i walut cyfrowych coś się zmieniło. W ciągu ostatnich miesięcy kilka krajów UE nawet sąsiednich, wyprzedziło nasz kraj pod względem tworzenia korzystnych regulacji dla rozwoju tego rynku. A jeszcze ponad rok temu mogliśmy śmiało konkurować ze światową czołówką, np. z Japonią. Współpraca z bankami była dobra, a nawet bardzo dobra; wprowadziliśmy na ponad rok przed USA samoregulację sektora giełd walut cyfrowych.”

W momencie pisania tych słów wiemy tylko, że dPLN nadal powstaje. Czy projekt uda się ukończyć? Na to pytanie jego twórcy nie są chyba sami w stanie odpowiedzieć.

Polecamy również: Waluty Lokalne

Nawet jeżeli dPLN (czy inne tego typu projekty) nie powstaną w najbliższym czasie, wyraźnie widać, że świat zaczyna zmierzać w kierunku tworzenia kryptowalut, które nie podlegałyby tylko firmom, a całym krajom. Czy trend ten się utrzyma? Przekonamy się w dłuższej perspektywie.