Z Robertem Anackim, wiceprzewodniczącym partii Porozumienie, rozmawiałem już w czasie pisania artykułu dotyczącego stosunku polskich polityków do kryptowalut. Tym razem, na potrzeby tego wywiadu, mogłem oddać temu dobrze zorientowanemu w problematyce walut cyfrowych politykowi więcej czasu i miejsca na wypowiedź. Jeśli więc interesuje Was, czy posłowie PiS inwestują prywatnie w bitcoina, i jak można byłoby przekonać do kryptowalut Jarosława Kaczyńskiego, zapraszamy do lektury!

Jacek Walewski: Gdy rozmawiamy z jednej strony trwa Europejski Kongres Gospodarczy, na którym premier Morawiecki stwierdził, że należy dbać o małe firmy i start-upy, z drugiej – parę dni temu dowiedzieliśmy się, że platforma BitBay przenosi się na Maltę, zaś giełda Abucoins kończy działalność. W jakim kierunku zmierza więc rynek kryptowalut w Polsce i czy możemy w ogóle liczyć na wsparcie rządu w tej kwestii?

Robert Anacki: Rząd ma wszelkie niezbędne narzędzia do tego, aby w krótkim czasie uporządkować polskie przepisy w obszarze rynku kryptowalut. A to właśnie brak jednoznacznej wykładni prostego, dobrego prawa dla tej branży, powoduje że kolejne start-upy przenoszą swoją działalność poza granice Polski. Nie chodzi tutaj bynajmniej o kwestię tworzenia nowych przepisów i nadmierne regulacje, ale nowelizację obecnych aktów prawnych, tak aby przepisy nadążały za dynamiką rynku.

Myśli Pan np. o ustawie dotyczącej PCC?

Tak, ustawa o PCC wymagała nowelizacji – i to udało się przewalczyć. W Ministerstwie Finansów trwają prace nad nowelą, a sam wiceminister Gruza na konferencji odniósł się do tych kwestii. Inaczej mielibyśmy ten podatek naliczany od każdej transakcji krypto-krypto, bo takie były przepisy – przestarzałe, wymagające zmian. Tutaj rząd potrafił szybko zareagować. Jest jeszcze kilka obszarów, które wymagają zaangażowania rządu. O to należy zabiegać i także tutaj jest wsparcie wicepremiera Gowina, a także naszych posłów partii Porozumienie – Wojtka Murdzka i Michała Cieślaka. Nie można też pominąć wsparcia środowiska kryptowalut.

Czy to jednak wystarczy do wyprowadzenia rynku kryptowalut na prostą?

Na czele rządu stoi premier Mateusz Morawiecki i to głównie od niego będzie zależało, czy branża w Polsce rozwinie się, czy wyprowadzi za granicę. Wierzę osobiście, że niefortunne wypowiedzi Matusza Morawieckiego na temat rynku kryptowalut to wynik działania „złych doradców”. Nikt rozsądny, a już na pewno nie uwierzę w to, że Premier Polski chciałby tego, aby spółka o wycenie 1 mld PLN, która notowała w grudniu poprzedniego roku większe obroty dzienne niż GPW, która zatrudnia około 200 osób – mówiąc kolokwialnie – spakowała się i wyprowadziła na Maltę. To raczej wynik działań KNF, NBP – i jak sam prezes BitBay wskazał – problem z prowadzeniem rachunków w polskich bankach, które wypowiadają umowy giełdom kryptowalut, a także kontrahentom tych giełd. Przecież to nikt inny jak KNF wpisał na listę ostrzeżeń BitBay. W mojej ocenie to wystarczający powód do dymisji prezesa KNF. To on osobiście taką decyzją doprowadził do tego, że kolejne firmy poszukują stabilności poza granicami Polski.

Jakie będą konsekwencje tych działań?

Jeśli ten drenaż będzie trwał i polski rząd nie stanie na wysokości zadania, za kilka lat rachunek będzie prosty. Będziemy w ogonie państw, gdzie warto inwestować w branżę kryptowalut i blockchaina – bo jedno z drugim jest szczególnie mocno powiązane. Inne państwa tworząc przyjazne warunki do inwestowania, będą drenowały także rynek polskich specjalistów, programistów, a co za tym idzie zatrudnienie będzie poza granicami Polski. W konsekwencji ogromne wpływy podatkowe, chociażby z zatrudnienia, będą trafiały do budżetów innych państw. Te „sukcesy” powinni przypisać sobie autorzy akcji ostrzegającej przed kryptowalutami obywateli RP. Równie dobrze powinni ostrzegać przed inwestowaniem w akcje spółek na GPW, w waluty obce, czy jakiekolwiek inne instrumenty.

Należy zwrócić uwagę na fakt, że branża kryptowalut to także traderzy, którzy zmieniają nierzadko rezydencję, ze względu na niejasne przepisy podatkowe. To także minerzy (górnicy) – zarówno producenci sprzętu do „wydobywania” kryptowalut, a także budujący własne „kopalnie” – centra obliczeniowe podpisujące transakcje w sieci blockchain. Ci ludzie nierzadko płacą rachunki za prąd w dziesiątkach i setkach tysięcy złotych miesięcznie, a przecież ten prąd wytwarza PGE, dostarcza np. ENEA OPERATOR, a całość tych kosztów jest objęta 23%-ową stawką podatkową. Ci, którzy walczą z branżą kyrptowalut w Polsce, pozbawiają polski budżet setek milionów złotych, a za kilka lat miliardów złotych wpływów.

Co więc powinien w chwili obecnej zrobić rząd?

Osobiście uważam, że rząd powinien mocno zaangażować się we wsparcie branży. Przygotować nowelizację przepisów w zakresie opodatkowania krypto walut. Mamy pierwsze wyroki sądów administracyjnych, które dają nadzieję na rozsądne orzecznictwo. Interwencji rządu wymaga proceder wypowiadania umów prowadzenia rachunków przez banki, rachunków firm działających w branży kryptowalut. To musi zostać zmienione i to natychmiast. Rząd powinien odnieść się także do kwestii ICO. Osobiście uważam, że proste przepisy w tym zakresie pozwoliłyby pozyskać ogromne środki na start-upy w Polsce. Mamy mnóstwo ciekawych technologii czekających na finansowanie produkcji – to mogą być przyszłe KGHM-y, ORLEN-y. Można by tak dużo mówić. Wszystko powyższe jest w moim obszarze zainteresowań. Zrobię co w mojej mocy, aby Polska była liderem rynku kryptowalut i blockchaina.

Porozumienie jest partią współrządzącą Polską. Odnoszę wrażenie, że mającą jednak trochę inne stanowisko dot. kryptowalut niż PiS. Czy jest tak w rzeczywistości?

Współrządzimy, ale w wąskim obszarze. Posiadamy dwa resorty: Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Przedsiębiorczości i Nowych Technologii. To chyba nie przypadek dlaczego w obszarze naszych zainteresowań jest branża blockchaina i jej najbardziej znana implantacja czyli kryptowaluty. Jarosław Gowin jest otwarty na rozwiązania nowatorskie, mamy też posłów, którzy dostrzegają ogromny potencjał branży blockchain / kryptowalut. To powoduje, że dostrzegamy, to czego mogą nie dostrzegać nasi koalicjanci. Myślę, że właśnie na tym polegają koalicje, aby dzielić się kompetencjami. W tym zakresie mamy w mojej ocenie lepsze przygotowanie i zrobimy jako Porozumienie co w naszej mocy, aby rząd wspierał kryptowaluty. W tym także będziemy przekonywać działaczy PiS – zarówno władze partii, premiera, posłów, itd. Znam takich osobiście, co inwestują w tą branżę niemałe środki. Z PiS-u rzecz jasna.

Ilu posłów w obecnym Sejmie jest Pana zdaniem zwolennikami kryptowalut lub chociaż osobami znającymi dobrze ten temat?

Niewielu, ale na pewno posłowie Wojciech Murdzek i Michał Cieślak to rodzynki. Np. Wojtek posiada bitcoiny w oświadczeniu majątkowym. Wie co to „fork” kryptowaluty i doskonale rozumie, jaki potencjał drzemie w branży. Michał – rozmawiamy przynajmniej raz w tygodniu albo i częściej o kolejnych działaniach zespołu ds. kryptowalut. Od ponad roku robi, co w jego mocy, aby wspierać branżę. No i mamy premiera Jarosława Gowina – również posiadającego mandat poselski – potrafiącego słuchać naszych argumentów i politycznie działającego na rzecz dobrego prawa. To już coś. Mam nadzieję, że jest więcej takich posłów. Wszystkich zapraszam do współpracy.

Osób korzystających z walut cyfrowych jest już w naszym kraju ok. 1 mln. To liczba potencjalnych głosów, dzięki którym do Sejmu można wprowadzić ponad 20 posłów. Mniej w ostatnich wyborach uzyskał PSL, niewiele więcej Nowoczesna. Mimo tego odnoszę wrażenie, że politycy mało starają się o pozyskanie tego elektoratu. Porozumienie i Wolność są tu wyjątkami. Dlaczego Pana zdaniem polscy politycy nie angażują się mocno w pozyskanie tej społeczności?

Te dane trzeba przekazać Jarosławowi Kaczyńskiemu. Takie liczby powinny dać wsparcie prezesa partii rządzącej. Oczywiście żartuję, ale „błogosławieństwo” polityczne liderów partii, to prawdziwe paliwo dla zmian legislacyjnych, czy kierunków działania administracji rządowej – w tym np. KAS, urzędów skarbowych, itd.

Nie angażują się, bo tak samo jak nie rozumieją potencjału rynku, tak samo nie rozumieją jak duże wsparcie polityczne może dać społeczność zgromadzona wokół kryptowalut – w tym także ile środków może trafić do budżetu.

Na swoim profilu na Twitterze otwarcie pytał Pan szefów KNF i NBP skąd ich awersja do kryptowalut. Zakładam, że nie otrzymał Pan odpowiedzi, jak Pan jednak uważa – to niezrozumienie tematu czy strach?

I jedno i drugie – uważam, że Panowie pasują do dzisiejszej dynamiki rynków finansowych jak pięść do oka. W głowie im się nie mieści, że obywatel mógłby nie posiadać konta w banku, który jest koncesjonowaną firmą, a oni te koncesje wydają. W głowie im się nie mieści również to, że znikną ich etaty i nie będą emitentami pieniądza, że pieniądze fiducjarne zastąpione zostaną przez jednostki rozliczeniowe oparte o technologię blockchaina, która nie będzie wymagała scentralizowanych emitentów.

To, co przez dekady nawkładano im do głów, a co teraz wykładają na uczelniach i czym „trują” młode umysły, po prostu należy odstawić na półkę. Nawet jak mają świadomość tego, że szkodzą Polsce, to zrobią wiele, aby chronić własne stanowiska, będą nadal „ostrzegali” Polaków, próbując utrzymać dotychczasowy porządek świata. Niestety tego procesu już się nie zatrzyma. Milion Polaków – jak Pan wspomniał – jest już poza systemem i posiada kryptowaluty, za dekadę będzie to znaczna większość obywateli.

Zdjęcie z nagłówka: Facebook, Robert Anacki