Po epoce wojen napoleońskich nastał w Europie względny spokój pod kątem militarnym. W kwestii gospodarczej działo się jednak wiele. I to także na ziemiach polskich.

Działania Napoleona, a potem kontrybucje wojenne płacone Rosji, zrujnowały mieszkańców polskich ziem. Polska faktycznie nie istniała (chyba, że uznamy za nią tzw. Królestwo Kongresowe, które powstało pod upadku Księstwa Warszawskiego i było podporządkowane Rosji). Ogólnie sytuacja była nie za wesoła. Oszczędności Polaków niemal nie istniały, trudno było więc mówić o rozwoju przedsiębiorców. Dla lepszego zobrazowania sytuacji: Manchester był w tym okresie już 150 tysięcznym miastem, Łódź małą wsią. Skarb państwa był skarbem tylko z nazwy i musiał ratować się pożyczkami od żydowskich kupców, by w ogóle zdobywać środki na funkcjonowanie. No cóż, trzeba było jednak jakoś ruszyć z tego impasu.

Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic…

W 1826 r. powstaje Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, które dwa lata później zostaje przemianowane w Bank Polski, na którego czele staje ważna postać dla naszej historii – Franciszek Drucki-Lubecki. W latach 1821-1830 pełnił on także funkcję ministra skarbu Królestwa Polskiego (Kongresowego).

Drucki-Lubecki nie jest dziś postacią powszechnie znaną. Zapewne temu, że zamiast wojaczką interesował się czymś tak nudnym jak gospodarka i ekonomia. Żeby nakreślić Wam sytuację, z której nasz bohater starał się wyciągnąć Królestwo Polskie, wyobraźcie sobie, że w 1821 r. państewko to nie wypłacało już pensji swoim urzędnikom (pisałem już w poprzedniej części, że praktycznie się tak nie dzieje!), zaś szlachta tonęła w długach. Rosja brała ręcz pod uwagę ostateczną likwidację autonomii niedawno co powstałego tworu.  Przecież car nie będzie dopłacał do Polaków! – grzmieli zapewne na Kremli bojarzy. Jak by się to zakończyło? Może tym, że dziś pisałbym ten tekst cyrylicą. Jak więc widać, o wolność walczy się czasem w sferze ekonomii, nie na polu bitwy. Ostre reformy gospodarcze były konieczne i Drucki-Lubecki to rozumiał.

Zaczął drastycznie. Podniósł mocno podatki i bezlitośnie je ściągał. Szybko uratował budżet, ale sam stał się znienawidzony niczym Leszek Balcerowicz w latach 90. XX w. (tak, wiem, gimby nie znajo!). Mimo wszystko pomogło!

Minister zwykł mówić: „Polsce trzeba bogactwa dla utrzymania niepodległości”. Był więc  zwolennikiem dużych inwestycji i udzielał obywatelom pożyczek na dość niski procent – na poziomie 4-8%. Niskie oprocentowanie gwarantowała emisja papierowych pieniędzy, które miały jednak pokrycie w srebrze. Mało tego, wyciągnięto też wnioski z minionych błędów. Wymiany banknotów na kruszec nie uzależniano od konkretnych wydarzeń (jak miało to miejsce w przypadku emisji kuponów, których przyszłość była zależna od sukcesów militarnych powstańców kościuszkowskich). Z tego powodu banknoty cieszyły się sporą popularnością. Ich użytkownicy czyli się bowiem bezpiecznie – w każdym momencie mogli wymienić je na srebro.

Jeszcze ciekawsze jest to, co miało miejsce w czasie powstania listopadowego. Sfrustrowani Polacy zaczęli walkę z Rosjanami. I znowu pojawił się ten sam problem. Za co sfinansować wojaczkę? Zwiększono więc emisję banknotów, których pokrycie w srebrze spadło już tylko do 30%. Mimo tego przez cały okres walk w Warszawie czynne było jedno okienko, w którym można było nadal wymienić banknoty na kruszce! To się nazywa poważne traktowanie obywateli!

Bank Polski udzielał też kredytów na inwestycje. Tak powstała np. huta w Dąbrowie Górniczej czy fabryki w Żyrardowie. Łódź ze wsi stawała się centrum włókiennictwa. Kapitalizm dopiero jednak się rodził, a początki zawsze wiążą się z błędami. I tym samym często tego typu przedsięwzięcia były nierzadko chybionymi pomysłami. Trochę przypominało to słynne inwestycje Edwarda Gierka z lat 70. XX w. Budowano monumentalne fabryki, nie zawsze jednak za rozmachem szedł sukces finansowy. Z powodu braku siły roboczej i chęci cięcia kosztów ściągano do nich chłopów pańszczyźnianych, którzy nie zawsze byli zdolni do wykonywania takich zadań.

Niestety rozkwit kapitalizmu był też hamowany przez ustrój społeczny. Chłopi nie mogli zakładać firm, zaś szlachcie wręcz nie wypadało pracować (błękitna krew zobowiązuje!). Wprowadzanie innowacji spadło na mieszczan, których jednak w Polsce nie było dużo. Tym samym nasz kraj zaczął powoli odstawać od reszty Europy pod kątem gospodarczym. Przez to też nie wykształciła się klasa przedsiębiorców. Zyski z biznesu czerpali głównie ci, którzy mieli wpływy w rządzie i mogli dzięki nim tworzyć monopole. Trudno  w takich warunkach o wolny rynek, który sprzyja przedsiębiorczości.

Rosja się wkurza!

To nie wszystko. Podpadliśmy tym całym powstaniem listopadowym  Rosjanom. W odwecie wycofali oni polską walutę z obiegu i wprowadzili swoją z rosyjskimi napisami. Oficjalną jednostką rachunkową stał się rubel.

Mało tego, w 1853 r. wybuchła wojna krymska. Konflikt z pozoru dotyczył Rosji, ale dotknął też Królestwo Polskie. Chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że działania zbrojne znowu mieli po części sfinansować podlegli carowi Polacy. Bank Państwowy Rosji wyemitował aż 735 mln papierowych rubli. Pomogło w dozbrojeniu, ale wywołało inflację. Pozytywem było jednak to, że część naszych przedsiębiorczych przodków zarobiło spore sumy na tej wojnie np. handlując bronią.

Ostatecznie w 1886 r. – i tak już wcześniej zmarginalizowany – Bank Polski został zlikwidowany. Po tym wydarzeniu w Królestwie niemożliwe stało się więc wytworzenie nowej klasy bankierów i przemysłowców. Centrum finansów świata zaczęło przenosić się zza ocean, rosła potęga Prus, zaś finanse Rosji i Austrii zaczęło podupadać, przy okazji ciągnąc na dno ziemie dawnej Polski. Zbliżał się też konflikt, który miał na dobre odmienić sytuację polityczno-gospodarczą na całym globie.