Skończyliśmy opowieść o inflacji w Polsce, gdy naszym krajem rządzili Jagiellonowie, którzy – delikatnie mówiąc – nie dbali w większości o jakość monet. Okazało się jednak, że większe zagrożenie dla gospodarki czyhało poza granicami.

Historia inflacji w Polsce I – od Mieszka I do Kazimierza Wielkiego

Historia inflacji w Polsce cz. II – Dynastia Jagiellonów

Już w XV w. rozpoczął się przykry proces, który trwał aż do rozbiorów Polski i był jednym z czynników upadku naszego kraju. O co chodzi? O psucie pieniądza. Inflacja wykończyła kilka wieków wcześniej Imperium Rzymskie, jak mogła nie zniszczyć Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Po kolei jednak…

Z rodziną rób tylko wspólne zdjęcia

Tak, stara zasada, zgodnie z którą z własną familią wychodzi się tylko dobrze na fotografiach, pasowała też do Jagiellonów (choć oni nie doczekali się nawet wspólnego portretu). W XVI w. Czechami rządził Ludwik Jagiellończyk (wracamy do tej strasznie poplątanej genealogii – był wnukiem Kazimierza Jagiellończyka, a więc bratankiem rządzącego w tym czasie Polską Zygmunta Starego). Nie wiemy, czym aż  tak podpadła mu rodzina z Polski, ale w 1516 r. uruchomił mennicę w Świdnicy, w której emitowano tzw. grosz świdnicki – wyjątkowo kiepską monetę, którą wpuszczono do obiegu na terenie naszego kraju. Jak to w ogóle możliwe? Otóż, Ludwik posługiwał się tym samym herbem co polska gałąź rodu! W 1554 r. polscy Jagiellonowie rozpoczęli akcję wykupu z rynku słabych monet, by przebić je na nowe, lepsze jednostki. Niestety proces ten był długotrwały i czeskie grosze jeszcze długo szkodziły naszej gospodarce.

Nie ufaj Niemcom!

Nie namawiam tutaj bynajmniej czytelników do nieufania współczesnym sąsiadom zza zachodniej granicy. Działania, które jednak od 1535 r. podejmował Albrecht Hohenzollern rządzący lennem Polski – Prusami, nie były fair. Tak jako jak Ludwik wybijał kiepską monetę i wpuszczał ją na rynek sąsiadów. Był jednak ciut bardziej subtelny. Z jednej grzywny srebra wybijał o jedną monetę więcej, niż czyniono to w Polsce. Wygląd waluty także do złudzenia przypominał tą polską, co tylko ułatwiało zadanie.

Obie gorsze monety były sporym zagrożeniem ponieważ, zgodnie z prawem Greshama-Kopernika, wypierały z rynku te dobre (produkowane przez polskie mennice). Ludzie obracali złymi monetami, zaś te mocne trzymali i oszczędzali. Co gorsza, proceder rozpowszechnił się potem i w latach późniejszych do Czechów i Prusów dołączyło Cesarstwo Niemieckie i Szwedzi. To pierwsze założyło mennicę w Królewcu oraz Wrocławiu i tam przerabiano srebrne polskie monety na cienkie szelągi. Wrogowie dzięki temu osłabiali gospodarkę swojego sąsiada.

Powody psucia monet

Najgorsze jest jednak to, że wszystkie te działania miały miejsce w świetle prawa. Ludwik Jagiellończyk miał prawo do tego samego herbu co polska gałąź rodu, zaś Prusy stanowiły lenno Polski. Warto też nadmienić, że bite w naszym kraju monety nie miały odpowiednich zabezpieczeń przed takimi procederami. Jedynym symbolem świadczącym o legalności waluty był wybity napis „Rex Poloniae”, który łatwo podrabiano.

By też zrozumieć te wojny walutowe musimy spojrzeć szerzej na sytuację Polski w XV, XVI i XVII w. (i latach późniejszych). Europa w tym okresie zaczęła się już składać ze scentralizowanych i dużych państw, które wyraźnie ze sobą rywalizowały m.in. poprzez wojny gospodarcze. Największy zalew kiepskim pieniądzem nastąpił w czasie wojny trzydziestoletniej w Europie w latach 1618-1648 r. Co było zaś najgorsze, ogólny trend na psucie monet dawał też pewne przyzwolenie polskim władcom na kontynuowanie przez nich tego procederu w ramach ich królestwa.

Rzeczypospolita znalazła się tym samym w pułapce. Tylko na początku XVII w. co parę lat zmniejszano stopę srebra w monetach. Dlaczego? Dobre monety były bowiem zdobywane w transakcjach przez zagranicznych wrogów i tym samym kruszec był wywożony poza granice Polski, zaś wewnątrz kraju krążyły coraz lichsze jednostki z coraz mniejszą ilością srebra. Gdy dodacie do tego ciągłe wojny (wystarczy sięgnąć po sienkiewiczowską Trylogię, by zrozumieć, że w tym czasie walczono niemal z każdym), które też kosztowały, widać nadchodzącą katastrofę. W 1658 r. dług władzy względem wojsk zaciężnych dobił do 36 mln. złotych.

Dobry żart, tymfa wart

Nie mogę nie wspomnieć przy tej okazji o Andrzeju Tymfie, dzierżawcy mennicy za panowania Jana Kazimierza. Zaczął on bić monety zwane tymfami, które stały się synonimem złego pieniądza. O jakiej skali psucie mówimy? Udało mu się przetopić ponad 450 tys. monet na ponad 800 tys.!

To nie wszystko. By zaradzić zadłużeniu względem armii, sejm rozkazał wyemitowanie tzw. „boratynek” (od Tytusa Boratiniego, innego dzierżawcy mennicy), czyli miedzianych szelągów. Gdy wpuszczono je do obiegu Gdańsk i Prusy odpowiedziały wręcz buntem!

To nie koniec tej farsy! Boratynki nie wystarczyły na spłatę wojsk. Dlatego w 1661 r. zawiązał się Związek Święcony, zrzeszający żołnierzy, którym nie wypłacono żołdu. Wybuchła dwuletnia wojna, w której ze Związkiem Święconym walczył Związek Pobożny Stefana Czarnieckiego (wymyślając szyld, legendarny hetman chciał się chyba wykazać pewną złośliwością). Ostatecznie wbito jeszcze większą liczbę boratynek, by spłacić wojsko.

Całkowity upadek gospodarki nastąpił po szwedzkim potopie. Może i literaccy bohaterowie pokroju sienkiewiczowskiego Andrzeja Kmicica czy Michała Wołodyjowskiego mężnie walczyli za ojczyznę, ale szablą nie udaje się zwykle poprawić działania ekonomii. Od tego czasu aż do okresu rządów dynastii saskiej w XVIII w. nie wybito żadnej polskiej monety, zaś słabe miedziaki stały się normalną walutą na terenach polskich.

CDN.