Tydzień temu zakończyliśmy naszą podróż po dziejach inflacji w Polsce w XIV w., gdy walutę na potęgę psuli Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki.

Kazimierz Wielki zmarł w 1370 r. Pozostawił Polskę murowaną, ale posiadającą też nadpsutą monetę.

Jagiellonowie

Na potrzeby naszej opowieści przeskoczymy zawirowania związane z sukcesją po słynnym Kazimierzu. Istotne dla nas jest, że ostatecznie władzę nad Polską przejęła dynastia Jagiellonów, którą zapewne wszyscy kojarzycie  z dawania łupnia Krzyżakom przez ponad 100 lat. Ekonomista zapamięta ten słynny litewski ród przez pryzmat czegoś innego. Otóż, za panowania Jagiellonów władcy stopniowo oddawali kwestie związane z emitowaniem waluty szlachcie, czyli ówczesnej oligarchii (to tak przywołując współczesność).

Wszystko zaczęło się od przywileju czerwińskiego w 1422 r. Król nie mógł odtąd wydawać jakichkolwiek zarządzeń związanych z monetą bez zgody szlachty. Jagiellonowie byli jednak prawdziwymi twardzielami i początkowo trzymali możnowładców za… sami wiecie co. Nie pozwalali im przesadzać z manipulacjami walutą. Niestety z biegiem czasu władza monarsza słabła, a i sami królowie byli mało odpowiedzialni ekonomicznie.

Władysław III Psuj Do Potęgi

Wiek XV był okresem, gdy pieniądz na ziemiach polskich pierwszy raz naprawdę sięgnął już dna. W przeciągu 100 lat inflacja dobiła do 300%. Mennica zlokalizowana w Krakowie biła tak słabe monety, że… zagraniczni kupcy nie chcieli już ich akceptować.

W opisywanym przez nas wyścigu o tytuł „Niechlubnego Psuja Waluty”  na prowadzenie wychodzi Władysław Warneńczyk, prywatnie syn Władysława Jagiełły. Potomek nie wdał się jednak w ojca. Po pierwsze, zakończył żywot ginąc w polu bitewnym pod Warną, co wyróżnia go na tle tej dość militarnie rozważnej dynastii. Ponadto w czasie swoich rządów wręcz szastał kruszcem, potrafiąc nawet emitować 40 mln. denarów rocznie.

I co ciekawe, ludność na ekonomiczne eksperymenty króla („Sprawdźmy co się stanie, gdy w tym roku wyemituję dwa razy więcej monet, niż w roku ubiegłym” – musiał dumać siedząc na tronie w wolnych chwilach Władysław) zareagowała dość racjonalnie. Zaczęła korzystać z groszy praskich. Reakcja władzy również nie była oryginalna. Starano się walczyć z osobami, które nie korzystały z psutej monety.

W 1447 r. Sejm Piotrkowski ustalił nawet sztywny kurs krakowskich denarów. 10 denarów miało być równe 1 półgroszowi. Na niewiele się to zdało. Dlaczego? Otóż, w Europie nie brakowało wtedy dobrych monet. Nad Wisłę docierały m.in. weneckie dukaty i floreny z Węgier.

Życie na kredyt

Jagiellonowie nadal jednak szastali kasą na prawo i lewo. Trzeba uczciwe przyznać, że powodem były głównie wojny. Kazimierz Jagiellończyk (syn Jagiełły i brat nieszczęsnego Warneńczyka) w czasie wojny z Krzyżakami przekupił załogę Malborka – zamku, którego nie sposób było chyba zdobyć bez lotnictwa – astronomiczną kwotą 400 tys. dukatów, by oddała twierdzę. O takich sumach nie śnił sam Mikołaj Kopernik!

O skali desperacji ówczesnych mieszkańców ziem polskich niech świadczy to, co zrobili oni w 1489 r. Wtedy rajcy krakowscy, czyli członkowie rady królewskiej, wystosowali do Jana Olbrachta (brnijmy dalej w drzewo genealogiczne – był synem Kazimierza Jagiellończyka, bratankiem Warneńczyka Psuja, więc i wnukiem Jagiełły) oficjalną prośbę o zaprzestanie psucia waluty. To tak, jakby dziś obywatele UE przygotowali pismo do władz Unii, o zaprzestanie dodrukowania euro! Nie wiemy, jak zachowaliby się obecni europejscy politycy. Znamy reakcję Jana Olbrachta. Król apel… zignorował.

W 1493 r. znowu ktoś wpadł na pomysł zarządzania centralnego w kwestii waluty. Ustanowiono oficjalny kurs. Jeden dukat miał kosztować 30 polskich groszy (grosze różniły się od siebie np. czeski grosz był inny od polskiego). W 1505 r. stosunek ten zmieniono na 1:32.

Bankierzy

W XVI w. na arenę dziejów Polski wkroczyli bankierzy. Przyjmowali oni depozyty pieniężne, którymi mieli się opiekować. Szybko jednak ulegli pokusie pożyczania zdeponowanych u nich środków na procent. Co jest jednak bardzo ciekawe w zestawieniu ze współczesnością to fakt, że nieuczciwi bankierzy kiepsko kończyli. Jeśli pożyczyli więcej niż mieli w swoich zasobach (a w obiegu pojawiały się już papierowe weksle, które ułatwiały proceder), byli karani. Czasami ich klienci zmawiali się wręcz w ten sposób, że chcieli w tym samym czasie wypłacić swoje środki. Nie namawiam, ale może warto sprawdzić, co miałoby miejsce dzisiaj przy takiej zorganizowanej akcji…

Polska potęgą?

Historycy oceniają jednak XVI w. dobrze pod kątem ekonomii. Jagiellonowie zawarli swoisty sojusz z mieszczanami, pieniądz stał się silny i zwalczono inflację. Po raz kolejny pojawiła się konkurencja na rynku mennic. Funkcjonowały cztery: w Krakowie, Wilnie, Gdańsku i na ziemiach pruskich.

Na terenie zarządzanym przez Jagiellonów w obiegu było aż 17 walut (pochodzących też spoza granic). Znamienne, że ta konkurencja wpływała na dobrą jakość monet. Nie podobało się to jednak osobom, które osiągały korzyści z bicia centralnej jednostki.

Ludwik Decjusz (współpracujący z rodem bankierów Bonerów) stwierdzał w swoim dziele o biciu monety, że krajowi potrzebna jest jedna waluta. Chodziło zwłaszcza o ujednolicenie systemu monetarnego dla ziem polskich, litewskich i pruskich, które wchodziły w skład królestwa.

Podobnego zdania był Mikołaj Kopernik, który jednak był przeciwnikiem czerpania korzyści z bicia monety przez władcę. Zwracał uwagę, że psucie monety niszczy gospodarkę, powoduje niepokoje społeczne i wzrosty cen. Zgadzał się jednak z kwestii stworzenia jednolitego systemu walutowego.

Jednolity system monetarny miał jednak pewne wady, które powodowały spore problemy gospodarcze…

CDN.