Wybór Estonii jako bohaterki całego artykułu naszego cyklu może wydawać się nie ma miejscu. To jednak tylko pozoru, o czym przekonacie się czytając dalej.

Co przeciętny Europejczyk wie o Estonii? Że to małe państewko, położone pomiędzy Łotwą, Rosją a Finlandią (państwa graniczą ze sobą prze Zatokę Fińską)? Że na dobre pojawiło się na mapach dopiero po I wojnie światowej?

Tak, Estonia, choć była od wieków uznawana za kranie historyczną, swoją niepodległość i pełną państwowość datuje dopiero od 1918 r. Zresztą szybko utraconą z podobnych powodów co Polska. Otóż, w wyniku niesławnego paktu Ribbentrop-Mołotow kraj znalazł się w Radzickiej strefie wpływów i został szybko podporządkowany wpływom z Moskwy. Dla Estonii, na której ziemiach przez wieki panowały silne wpływy niemieckie, musiało być to szczególnie ciężkie… Tym bardziej, że po II wojnie światowej kraj nadal znajdował się w kleszczach ZSRR.  Dobrze, że Estończycy ponownie odzyskują niezależność w 1991 r.

Teraz, gdy ciekawość humanistów została już zaspokojona, a cierpliwość umysłów ścisłych wisi na włosku, przejdźmy dalej. A mianowicie do tego, co to do cholery ma wspólnego z Blockchainem!

Pierwsza cyber-wojna

Mamy wiosnę 2007 r. Minęły dwa miesiące od ostatnich wyborów parlamentarnych. Pierwszym tego typu plebiscycie, w którym Estończycy mogli głosować przez Internet (wcześniej podobny system oddawania głosów użyto w wyborach lokalnych). Zwycięża w nich Estońska Partia Reform. Liberalne ugrupowanie chce podkreślić swoją odrębność od dawnego ZSRR i podejmuje decyzje o przeniesieniu pomnik tzw. Brązowego Żołnierza, który upamiętnia radzieckich wojskowych poległych w bitwie o odbicie Tallinna. Pomysł wywołuje protesty ze strony rosyjskiej. Ulicami stolicy przechodzą manifestacje, w Rosji dochodzi do zablokowania estońskiej ambasady. Nie wykluczone, że w „starym świecie” reakcją władz rosyjskich byłaby „bratnia” wizytacja w asyście czołgów i innego typu ciężkiego sprzętu. Tym razem działania zbrojne zachodzą w sieci.

Estonia przez kilkanaście dni jest sparaliżowana. Nie działają strony banków, płatności online stają się niemożliwe, nie da się wejść na czołowe portale newsowe i – co w szczególności pokazało słabość państwa – witryny rządowe.

Oficjalnie za zmasowanymi atakami hackerskimi stała grupa niezależnych rosyjskich cyber-przestępców o nazwie „Nasi”. Hakerów o wybitnie nacjonalistycznych poglądach skoro najintensywniejszy, zmasowany atak (także na sektor prywatny) przeprowadzili oni 9 maja, czyli w Dzień Zwycięstwa.  Tak naprawdę możemy tylko domyślać się, kto stał za „Naszymi”. Wydarzenia te pokazały jednak, że Internet, choć jest wspaniałą technologią, musi także być odpowiednio zabezpieczony, by nie stał się zagrożeniem.

Estonia idzie w Blockchain nim to staje się modne

I tu pojawia się główna persona dramatu – Blockchain! Estonia wyciągnęła wnioski z tamtych wydarzeń i wykorzystuje dziś sieć bloków w infrastrukturze publicznej, w której używa się też klucza publicznego (Public Key Infrastructure).  Systemem spajającym całość jest X-road, który zabezpieczony jest właśnie za pomocą technologii Blockchain.

Serwis E-stonia jest świetnym przykładem, jak może działać cyfrowe państwo. Platforma umożliwia obywatelom liczne usługi poprzedzone literką „e” m.in. e-Voting, e-Tax Board, e-Business, e-Banking, e-Ticket, e-School, the e-Governance Academy. Jak w praktyce to działa?

Estończycy mogą głosować online z każdego miejsca na Ziemi, gdzie tylko mają dostęp do sieci. Mają też możliwość cyfrowo podpisywać dokumenty czy składać deklaracje podatkowe. Pamiętacie nasz tekst o wpływie Blockchain na medycynę? Estończycy otrzymują recepty od lekarza w wersji cyfrowej. Spora część tych systemów również jest zabezpieczana blockchainowymi rozwiązaniami. Każde niewłaściwe użycie publicznych baz danych (np. próba fałszerstwa) jest w ciągu chwili wykrywana i blokowana.

Co może wzbudzić podziw to fakt, że Estonia wszystkie kopie zapasowe swoich rejestrów trzyma za granicą. Dlaczego? Jak nie trudno się domyślić z powodów bezpieczeństwa danych (ponownie!). Może w związku z dramatyczną historią swojego kraju, władze Estonii są jak widać na tym punkcie przewrażliwione, ale czy nie znacie innego kraju borykającego się od paru wieków z częstymi okupacjami, rozbiorami i najazdami? Cóż, jeśli współcześnie nadbałtycka republika zostałaby zajęta przez wrogie armie, dane jej obywateli (np. dotyczące ich pojazdów, wyników badań lekarskich, czy po prostu danych osobowych) będą bezpieczne.

Po co to wszystko?

Gdybyśmy chcieli przekonać władze np. naszego kraju do takich rozwiązań wystarczy podać parę argumentów. Systemy tego typu zwiększają przede wszystkim przejrzystość, uniemożliwiają oszustwa i ułatwiają obywatelom życie codzienne. Zresztą niech o ich skuteczności świadczą suche liczby. Aż 94% dowodów osobistych w Estonii jest cyfrowych. Łącznie wszyscy obywatele kraju podpisali się już cyfrowo 24 mln. razy. Co trzeci mieszkaniec kraju głosował trzy lata temu przez Internet. Mało? 98% recept jest wydawanych w formie elektronicznej. I na koniec najlepsze. Oszczędności wynikłe z tego systemu wynoszą 2% PKB. Nieźle, prawda?

KryptoEstonia

Już na koniec dochodzimy do tego, co lubicie najbardziej. Czyli kryptowalut. Czy powstanie e-waluta Estonii oparta na Blockchain? Plotki na ten temat pojawiły się pół roku temu. Zostały jednak szybko zdementowane przez władze. Czy więc Estocoin (bo tak brzmiała nazwa waluty) ujrzy światło dzienne? Jeśli nawet pomysł wejdzie w życie, nie ma być jednak dedykowany dla Estończyków, a bardziej dla obcokrajowców korzystających z e-rezydentury. Tokeny projektu miałyby stanowić swoistą zachętę dla e-rezydentów do tworzenia innowacyjnych spółek w Estonii. Nawet twórcy projektu odżegnują się od wizji walki z euro. Choć kto wie, co przyniesie przyszłość?