Pracownica FED, Carmen Segarra odpowiedzialna za kontrolę i egzekwowanie regulacji ujawniła nagrania wyniesione z banku Goldman Sachs. Wynika z nich, że wystarczy być odpowiednio bogatym, a regulacje nie będą cię dotyczyły.

Przywykliśmy do powtarzanych często w wiadomościach zapewnień o obecności i konieczności rozszerzania systemu nadzoru banków. Skoro bowiem banki wyrządziły tak ogromne szkody z którymi musimy sobie radzić od kryzysu w roku 2008 aż do dziś, nie można pozwolić im na istniejącą do tamtej pory wolność działań. Brzmi to oczywiście sensownie, ale jak często bywa ze sprawami obejmującymi finanse, prawda nie zamyka się zwyczajnie w stwierdzeniu ?regulujmy ich niech gryzą ziemię!?.

Ustawa  ?The Dodd- Frank Wall Street Reform and Consumer Protection Act? (potocznie zwana ?Dodd-Frank? od nazwisk jej głównych cheerleaderów: Chrissa Dodda i Barney?a Franka)  przyjęta w 2010 roku miała rozszerzyć kompetencje The Federal Reserve (banku centralnego Stanów Zjednoczonych) dotyczące regulacji instytucji finansowych poprzez, m.in. zatrudnienie dodatkowego personelu na pozycjach regulacyjnych. Personel ten miał być osadzony na terenie samych budynków należących do banków i niejednokrotnie poświęcone mu były znaczne połacie całych pięter wspomnianych budynków. Czy ktokolwiek mógłby wątpić w nową, niewątpliwie rzetelną metodę działań umożliwionych, bądź rozszerzonych przez ?Dodd Frank?? Otóż okazuje się, że mógłby, a powodów jest kilka- skupimy się tu na dwóch z nich.

W ramach wstępu przechodzącego gładko w pierwszy z powodów, wystarczyłoby zajrzeć do  raportu sporządzonego przez byłego bankiera i obecnego profesora Columbia Business School, Davida Beima. Beim z polecenia samego The Federal Reserve Bank of New York (najważniejszego z 12 oddziałów FED?u na terenie USA) przeprowadził w 2009 roku badanie mające wykazać, z jakiego powodu bank centralny nie przewidział wielkiej recesji sprzed 6 lat. Założenie było następujące: gdyby FED dojrzał potencjalnie niekorzystne działania w ramach banków, kryzys nie wydarzyłby się ponieważ do akcji wkroczyliby ?regulatorzy? i całe cierpienie związane z recesją mogłoby zostać uniknięte. Tymczasem z raportu dowiadujemy się w skrócie, że FED nie tylko nie skłaniał swoich pracowników do zwracania uwagi na budzące wątpliwości działania, ale wręcz zniechęcał ich do wykonywania swojej pracy. Wniosek wyłaniający się z tego segmentu badania brzmi następująco: Pracownicy FED?u mieli siedzieć cicho, nie wychylać się i robić tak, jak jest wygodnie bankom- tak jest! Narzędzia regulacji pracownicy mieli w zasięgu ręki, ale ich przełożeni ?odradzili? im skorzystanie z nich.

W jaki sposób się to objawiało? Oto dwa cytaty pracowników zaczerpnięte z raportu:

Nie powiem wam nic, dopóki nie dowiem się, co o tym myśli szefostwo

 

Nikt nie czuje się osobiście odpowiedzialny za kryzys, ponieważ decyzje podejmujemy tu na zasadzie konsensusu

Krótko mówiąc nikt nie przyznaje się do błędów bądź zaniechań a ci, którzy są najbardziej szczerzy wskazują palcami na kadrę nadzorczą- słusznie, ale nieco okrężną drogą, czemu trudno zresztą się dziwić.

ppnr_carmen_segarra_630x420_131028

Przechodząc do drugiego powodu, który w jeszcze bardziej oczywisty sposób podkopuje fundamenty legislacji Dodd-Frank rozpocznę od opisu osoby, dzięki której poniższe informacje wyciekły na światło dzienne. Carmen Segarra – pracownica FED?u zatrudniona na fali Dodd-Frank. Mógłbym, jako kobiecie poświęcić jej urokowi osobistemu oraz najróżniejszym akademickim i lingwistycznym osiągnięciom akapit zajmujący trzykrotność tego, ale nie piszę dla prasy mainstreamowej, więc wygląda na to, że nie muszę. Segarra już wcześniej pracowała dla banków zajmując się sprawami prawnymi i związanymi ze stosowaniem się do regulacji. W 2012 roku jej nowy pracodawca-The FED, ulokował ją zaś w Goldman Sachs.

Segarra zeznaje, że od samego początku jej towarzysze niedoli, również zatrudnieni przez FED, polegali na osądzie bankierów z Goldman. Gdy padło z ich ust coś niekorzystnego ludzie z FED?u nie zwracali na to uwagi, a jeden z ciekawszych cytatów wyniesionych ze spotkań w GS brzmiał następująco:

Gdy klienci osiągną określony poziom bogactwa, pewne regulacje przestają ich dotyczyć

Carmen Segarra zareagowała nań zniesmaczeniem, ale od kolegi usłyszała w odpowiedzi ?nie słyszałaś tego?. W dalszej kolejności Segarra wspomina o przypadkach nakłaniania jej przez szefostwo FED?u do modyfikowania notatek z innych spotkań – nakłanianie musiało być natarczywe, ponieważ nasza bohaterka w pewnym momencie uznała za stosowne nagrywanie oburzających rozmów. Kariera Segarry w FED?zie zakończyła się bohaterskim stwierdzeniem, że może ona wprawdzie wymazać z jednego ze swoich raportów kwestię nieistniejącej w Goldman Sachs polityki konfliktu interesów, ale jej zdanie o tym haniebnym fakcie pozostanie niezmienione. Bardziej szczegółowych zeznań bohaterki tej historii wraz ze sporą dawką jej uroku osobistego można posłuchać w audycji thisamericanlife.org:

W kwestii pani Segarry wspomnę jeszcze (i chyba nie tylko ja tak uważam), że nie zasłużyła ona na zwolnienie – w końcu zwyczajnie wykonywała swoją pracę. W kwestii zaś samej pracy? To FED stoi za kryzysem – stopy procentowe były zbyt nisko, a całe bogactwo poprzedzające kryzys było iluzją. Wolny Rynek nie istnieje, kiedy poddane kontroli są pieniądz i stopy procentowe. Pieniądz bowiem to połowa każdej transakcji, a zbyt niskie stopy procentowe zachęcają do pożyczania i konsumpcji na które Amerykanów w chwili obecnej nie stać, jeśli zrezygnować z zapożyczania przyszłych pokoleń. Długi trzeba bowiem spłacać, a drukowanie pieniędzy prowadzi do inflacji. Nieistotne, czy przejawia się ona we wzroście cen, czy ?jedynie? w kurczących się pojemnościach opakowań produktów, czy coraz niższej jakości kart do gry w Monopoly.