Film dokumentalny, który zobaczyłem wczoraj w warszawskim kinie Luna to solidnie zrealizowana, wnikliwa prezentacja polskiego świata kryptowalut, która każe nam zastanawiać się nad miejscem cyfrowego pieniądza w naszym życiu – często na nieoczywiste sposoby.

Kino Luna wyglądało tak samo, jak każdego innego dnia. Zdarzyło mi się obejrzeć tam raz koreański film, który nie był wyświetlany w większości innych kin. Podobnie było z dzisiejszym seansem; film językowo nie odbiegał od bardziej popularnych produkcji (jeśli mówimy o polskich filmach), ale w przeciwieństwie do „To Nie Tak Jak Myślisz, Kotku”, nie ma co liczyć na szerszą kinową dystrybucję.

Nie ma ów film co prawda czasu trwania, który dorównuje wspomnianemu wielkiemu dziełu, ale być może jakiś festiwal włączyłby go w swój program? Nie ma wątpliwości, że pod względem jakości film nie ma się czego wstydzić. Wykonany jest wręcz kunsztownie, ale znajomość tematyki nie jest rozpowszechniona i ten fakt stanowi pewien z głównych motywów stanowiących tło dokumentu. Z tego samego powodu nie pojawi się raczej na festiwalach, choć kibicuję mu w zakresie ewentualnej emisji w państwowej telewizji.

Jakość wykonania na światowym poziomie

Jeśli chodzi o omawiane zagadnienia, film zaczyna się wysoką nutą, prezentując m.in. Szczepana Bentyna wkraczającego w świat kryptowalutowych mikropłatności, znajdującego się za drzwiami opatrzonymi naklejką „Bitcoin Accepted Here”.

Za wspomnianymi drzwiami znajduje się futurystyczna kawiarenka z przystojnym, brodatym barmanem, który z offu, kiedy to kamera kieruje się z powrotem w kierunku drzwi, rzuca frazą „Kupować, póki stać cię na jednego” (parafrazuję).

Chodzi oczywiście o bitcoina, a kawiarenka symbolizuje – moim zdaniem w wyjątkowo przystępny sposób – przyszłość bitcoina, którą wszyscy przywitalibyśmy z otwartymi ramionami.

Jesteśmy w Warszawie, kryptowaluta trafia do nas z Krakowa, a my idziemy na drinka z palemką. Wyraźnie słyszalna fraza rzucona spoza kamery jest zapowiedzią towarzyszącego nam przez resztę filmu pomysłowego i rzetelnego wykonania.

W przyszłości komentarze tego typu będą słyszalne w miejscach użytku codziennego, a gospodarka kryptowalut będzie kwitła bez sprzeciwu ze strony „systemu”.

Gwiazdorska obsada

Barman to oczywiście niejedyna gwiazda filmu. Panowie Bentyn, Suszek, Wilczyński, Piech, Zawistowski, Czarnecki, Pawczyński i inni to osoby wymarzone na stanowisko twarzy (liczba mnoga) kryptowalut w Polsce.

Wypowiedziom towarzyszą „kadry prezentacyjne” z wpatrywaniem się wspomnianych ekspertów w kamerę, co jednym razem wywołuje efekt majestatyczny, innym humorystyczny – strzał w dziesiątkę.

Każdy z ekspertów opowiada ze swojej perspektywy o rozwoju kryptowalut; początkowo, zdawałoby się, z myślą o początkujących. Mamy bowiem m.in. porównanie tradycyjnego systemu bankowego z kryptowalutami, z którego te ostatnie wychodzą na przedzie przez swoja przejrzystość i prawie zerowe koszty przesyłania.

Konsensus, który wyłania się z wypowiedzi naszych ekspertów, to fakt, że w Polsce prawo pozostaje wciąż w tyle za technologią. Są też cenne porady w sprawie „scamów”, np. istotne kwestie, pod których kątem należy zweryfikować każdą nowo napotkaną kryptowalutę nakreślone przez Sylwestra Suszka.

Millenialsi atakują

Dla początkujących bardzo cenne informacje, dla wyjadaczy przewidywalne oczywistości (daleko mi osobiście do wyjadacza), ale należy wspomnieć o kolejnym elemencie/bohaterze, który przewija się przez cały dosłownie film.

Bohaterze, który stanowi moim skromnym zdaniem klucz do zagadki, dlaczego kryptowaluty postrzegane są ambiwalentnie przez „system” oraz dlaczego wyjątkowo udany pod niemal każdym względem film nie pojawi się na festiwalach.

Wypowiedzi polskich twarzy „kryptowalutowej” gospodarki oddzielone są przerywnikami, gdzie widzimy postać rewolucjonisty odzianego w czarny, przylegający do szczupłej sylwetki ubiór. Na jego twarzy maska Guya Fawkesa – utożsamiana szeroko z grupą Anonymous.  

Wielu stwierdziłoby, że Anonymous działa na rzecz szczytnych celów, ale nie należy przypuszczać, ze tzw. „system” ma tak samo romantyczne pojęcie o ich działalności, co niektórzy działacze internetowi z serwisu Wykop.

Dla „systemu” są to wichrzyciele, którzy rzucają się w wir działalności społecznej, by uciec od wyzwań procesu dojrzewania.

Mamy więc rzetelne wypowiedzi pionierów znających się na swoim fachu i dążących do zmiany zatwardziałych systemów metodami analitycznymi i głęboko przemyślanymi w zestawieniu z millenialsem, który (zdaniem wielu) nie wie jeszcze, jak działa świat.

Kontrast, mimo że artystycznie zadowalający, nie niesie moim zdaniem przesłania, które ma szanse trafić do szerokiej publiczności. Brakuje pewnego elementu, którym jest aspekt humanitarny.

Jeśli wierzyć Anonymous, organizacja działa w kierunku humanitarnych celów, a nie wyłącznie niesienia chaosu. Sam Guy Fawkes też nie przysłużył się specjalnie żadnemu rządowi, jeśli nie liczyć wrogów ówczesnej korony brytyjskiej i przy założeniu, że udałoby mu się wysadzić budynek parlamentu.

Gdzie jest ta cała rewolucja?

Podsumowując, brakowało zdaniem moim w filmie motywów wymierzonych w emocjonalność oglądających spoza branży i kręgu zainteresowań kryptowalut.

Należy przypuszczać, że gdyby ten emocjonalny element wprowadzono około momentu, gdzie w filmie dobrze prezentująca się pani opowiada o odpisywaniu koparek od podatku, widzowie po obu moich stronach na sali kinowej nie przysypialiby.

To jedyny słaby moment filmu – gdzie ta rewolucja? W USA Bitcoin to ważny element antywojennego ruchu wolnościowego. Bez misji daleko by nie zajechał.

Wyobraźmy sobie kraj Trzeciego Świata, gdzie, za sprawą polskich przedsiębiorców kryptowalutowych uratowano tuzin sztuk zagrożonego gatunku.

Ustabilizowana biurokracja nie dała rady, a Bitcoin dał. To tylko pomysł – nie jestem autorem traktatów politycznych, ale taki punkt widzenia ma moim zdaniem potencjał i przy założeniu, że mamy wspomnianego rewolucjonistę w filmie, brakuje w obecnej jego wersji chwytającego za serce motywu humanitarnego.

Podsumowanie

W tej chwili dla znacznej części społeczeństwa (znanego mi osobiście) Bitcoin to wyłącznie chaos i unikanie podatków.

Pomijając „system”, rozwiązania, które pomogłyby polskiej biedocie, jeśli zostałyby wystarczająco nagłośnione (kolejne wyzwanie, wiem!), stworzyłyby klimat społeczny, gdzie, podobnie jak w przypadku Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nie byłoby łatwo przyczepić się do kryptowalut.

Być może są to wyłącznie moje naiwne dywagacje. Jednak fakt użycia wspomnianego rewolucjonisty, każe szukać w filmie elementu podobnego do nakreślonego powyżej. Nie ma go – w obecnej formie film proponuje krypto jako metodę ułatwienia sobie życia przez ludzi, którzy mają dach nad głową i nadmiar jedzenia w lodówce.

Nie jestem socjalistą, ale pamiętajmy, że polityka podąża za kulturą. Kultura przyzwyczaiła się w naszych czasach, że pewne problemy są nie do rozwiązania. Co by się stało, gdyby krypto rozwiązało część tych problemów?

Jako relatywny laik nie będę próbował wchodzić tu w szczegóły, a nawiązuje wyłącznie do postaci rewolucjonisty. Wydaje mi się, że kraje Trzeciego Świata będą łatwiejszym celem z uwagi na istniejącą już tam infrastrukturę z rodzaju M-Pesa w połączeniu z rosnącym dostępem do Internetu.

W Polsce prawo jest w tyle za technologią, ale należy przypuszczać, że w Kenii będzie jeszcze w tyle przez dekady.

Odbiegam znacznie od formatu zwyczajnej recenzji, ale film moim zdaniem zasługuje na to. Gdyby zrezygnowano z rewolucjonisty, moje rozważania na ten temat nie byłyby konieczne.

Rewolucjonista ma jednak w sobie potencjał. Chodzi teraz o to, by przekroczyć rozłam pomiędzy profesjonalnym pragmatyzmem a humanitarnym emocjonalizmem. Pamiętajmy, że Komunizm zdobył popularność, ponieważ obiecywał równość.

Są pewne rzeczy, których możemy się od Komunizmu nauczyć – Jego PR jest zdecydowanie elementem wartym uwagi – technologię, artyzm i profesjonalizm już mamy.

Czy warto zobaczyć ten film?

Polecam film każdemu. Technicznie jest na co popatrzeć, informacji jest wiele, a wszyscy eksperci w nim występujący prezentują się na najwyższym poziomie. Warto też go zobaczyć, żeby zweryfikować trafność moich zastrzeżeń.