Pisaliśmy ostatnio o tym, kto traci na rozwoju technologicznym. Dziś zajmiemy się tematem stricte kryptowalut i tym, komu zagraża główne dzieło Satoshi Nakamoto.

Narodziny Bitcoina to moment tajemniczy. Nieznany do dzisiaj z imienia oraz nazwiska programista (lub cały ich zespół) stworzył zdecentralizowaną cyfrową walutę. Znamy jego inspiracje (m.in. ruchu cypherpunk), nie do końca możemy być pewni motywów. W skutek czego sama główna i najstarsza kryptowaluta obrosła siecią mitów.

 Nakamoto – wróg banków?

Satoshi Nakamoto był (byli?) zdeklarowanym przeciwnikiem banków? W swojej pracy „Bitcoin: a Peep-to-Peer…” wskazuje na ich słabość. Jednocześnie w otwarty sposób nie krytykuje. Zasadne jest więc zadanie pytania, czy ważniejsze nie było dla niego po prostu zmniejszenie kosztów transakcji i ich anonimowość, sam zaś wynalazek zaczął żyć własnym życiem, a związany z nim społeczność nadała mu nowego znaczenia.

Faktem bezsprzecznym pozostaje jednak to, że Bitcoin zabiera bankom centralnym władze nad kreacją pieniądza. Ma ona zaś długą tradycję. Niemal tak wielowieczną jak istnienie pieniądza jako takiego i jest starsza niż dzieje samych banków centralnych.

Inflacja pokusą władcy

Z pokusą psucia pieniądza rządzący stykali się od stuleci. Inflacja jest wymieniania jako jeden z powodów upadku Imperium Rzymskiego, co jak wiecie z nudnych lekcji historii, było wydarzeniem na tyle ważnym, że oficjalnie zakończyło jedną epokę i rozpoczęło drugą.

W III wieku władcy Imperium Romanum nie mogąc poradzić sobie z brakiem środków na utrzymanie państwa (głównie armii), zaczęli psuć monety. Jak? Otóż, głównymi „pracownikami” Cesarstwa byli jego legioniści. W ramach żołdu otrzymywali monety, w których było coraz mniej srebra. Zresztą, to mało powiedziane. Cesarz Galien rządzący w latach 253-268 produkował pieniądze, w których srebro stanowiło mniej niż 5% (reszta to miedź). Oczywiście dawało to możliwość wyprodukowania większej ilości monet, ale było drogą prowadzącą do inflacji. Rezultat? Cezar Dioklecjan chciał ratować kurczącą się gospodarkę odgórnie ustalając ceny. W 301 r.  wydał edykt o cenach maksymalnych, w którym ustalił wartość miary zboża, która w II w. wynosiła pół denara. Początkiem IV w. wartość ta wyniosła już… sto denarów!

Niektórzy ekonomiści uważają, że każda dewaluacja pieniądza daje emitentowi miesiąc ulgi. Tyle potrzebuje rynek, by zauważyć mniejszą wartość pieniądza. Długoterminowo nie dało to jednak efektu w Imperium. Dlaczego? Handlarze zaczyęli bowiem zdejmować swoje towary z półek i sprzedawać je „spod lady” tworząc czarny rynek. Tym samym zepsuta waluta jeszcze rzadziej pojawiała się w obiegu, a jej wartość nadal spadała.

Problem bynajmniej nie zniknął wraz z ostatecznym upadkiem Imperium Rzymskiego. Monety psuli potem władcy w średniowiecznej Europie (także na ziemiach polskich) czy arabscy kalifowie. Na osobne zdania zasługują Chińczycy. Jako wynalazcy papieru wprowadzili do obiegu papierowe banknoty. Także te eksperymenty z samą formą pieniądza zakończyły się inflacją.

Kryptowaluty nas wybawią?

Jeszcze dwa lata temu upadek wieszczono samym kryptowalutom. I nagle na scenę dziejów walut cyfrowych weszła Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W czasie konferencji Banku Anglii wypowiedziała historyczne zdanie:

„[Bitcoin] Nie jest jeszcze realnym wyzwaniem dla obecnego porządku, papierowego pieniądza i banków centralnych, ale gdy zostaną usunięte jego wady, stanie się nim.”

Czy więc z kryptowalutami jest tak, jak z Internetem czy komputerami osobistymi? Na początku mało kto wierzył w globalną sieć komputerową. Dziś nikt nie wyobraża sobie świata bez niej.

W skali globalnej z papierowymi pieniędzmi, które stale niszczy inflacja, może być kiedyś tak, jak z monetami rzymskimi, w których z czasem było coraz mniej szlachetnych kruszców. (Na dobrą sprawę jest już tak od paru dekad, choć globalna społeczność konsumentów zdaje się tego nie zauważać.) Czy wtedy masowo zaczniemy korzystać z walut cyfrowych? Choćby kupując początkowo towary „spod lady”?

Młot na banki centralne

Bitcoin jest docelowo walutą deflacyjną, liczba wszystkich coinów może przekroczyć 21 mln. Każda cyfrowa moneta jest podzielona na 100 mln jednostek satoshi. Sama technologia, na której jest oparta (czyli Blockchain) też jest gwarantem przejrzystości i uczciwości całego systemu. Sama idea zdecentralizowania daje szansę na wzięcie udziału niejako w procesie emisji waluty. Tak jak rzymscy legioniści otrzymywali denary od cesarza w zamian za wierną służbę i potem wydawali je na rynku, tak górnicy bitcoina dostają swoją ulubioną walutę w zamian za udział w procesie potwierdzania transakcji kryptowalutowych. Potem oczywiście wydają ją na giełdach czy kupują za nie towary.

Skąd jednak wrogość banków centralnych do kryptowalut? Jak widać, Bitcoin umożliwia stworzenie systemu monetarnego, w którym nie ma jednego emitenta i nie ma typowych pośredników w zawieraniu transakcji takich jak banki komercyjne. Tym samym banki centralne i prywatne przestają być już potrzebne.

Krypto-odpowiedź na kryzysy?

Ekonomiści (przynajmniej niektórzy) uważają, że kryptowaluty to wręcz naturalna odpowiedź rynku na nieudolność systemu finansowego, który powstał po II wojnie światowej i został dobity przez prezydenta Richarda Nixona w latach 70. Po decyzji 36. prezydenta USA (czyli momentu całkowitego zerwania ze standardem złota) częstotliwość występowania kryzysów podwoiła się w porównaniu z okresem obowiązywania systemu Bretton Woods.

Co odważniejsi mogą uznać, że to panaceum na inflację trawiącą gospodarkę od stuleci.

CDN.