IBM tworzy stabilną kryptowalutę, której kurs ma być powiązany z kursem dolara. Czy takie rozwiązania są przyszłością rynku walut cyfrowych?

Wizja IBM nie jest oryginalna. Na pomysł kryptowaluty powiązanej z kursem walut fiducjarnych wpadały wcześniej już władze paru państw. Rosja myślała o KryptoRublu, w USA pojawił się (i cyklicznie powraca) temat FEDCoina. W Polsce trwały prace nad dPLN, w Estonii nad Estcoin. Tym razem za projektem stoi jednak rynkowy Goliat.

Sen się spełnia…

IBM wprowadza w końcu wizje „stable coin” w życie. Chce zrealizować pomysł stworzenia stabilnej kryptowaluty. Jej kurs ma być równy kursowi dolara w stosunku 1:1. Mało tego, wartość “Stronghold USD” – bo tak brzmi robocza nazwa projektu – ma być zabezpieczana depozytem dolarów trzymanych w amerykańskich kasach Federalnego Ubezpieczenia Depozytów. Waluta cyfrowa ma być oparta na platformie Stellar.

O zdanie na temat tego pomysły zapytałem Rafała Kiełbusa, programistę odpowiedzialnego choćby za dPLN, oraz prof. Krzysztofa Piecha, który także był twarzą projektu zdigitalizowanej złotówki.

Dobrze dla kryptowalut, że IBM zaangażowało się w ten projekt. Dotąd promowało ideę blockchaina bez kryptowalut. Widać, że takie rozwiązanie jest ślepą uliczką.  Chcą stosować bardzo ciekawe od strony technicznej rozwiązanie oparte na blockchainie Stellar. W doniesieniach prasowych nie widać było uzasadnienia dla zastosowania technologii rozproszonych rejestrów. Trzeba poczekać na szczegóły, żeby sprawdzić, czy takie zastosowanie technologii jest uzasadnione – twierdzi Krzysztof Piech.

Jeżeli IBM ustrzeże się – a powinno! – błędów Tethera, polegających na braku rzetelnych audytów rezerw USD pod USDt, to pewnie szybko zauważymy ruch na giełdach w tym kierunku. Użycie łańcucha Stellar daje też lepszą wydajność samej waluty niż ta, którą ma USDt – dodaje Rafał Kiełbus.

W kwestiach technologicznych nie śmiałbym kłócić się z programistą, i to do tego współtworzącym podobny projekt w Polsce. Można także zastanawiać się, czy stworzenie stabilnej kursowo kryptowaluty, nie jest jedyną słuszną drogą, ku popularyzacji walut opartych na blockchainach i wzrostu stopnia  ich używalności. Niedawno COO Stripe, Claire Hughes Johnson, przyznała, że jej firma przestała wspierać bicoina, ponieważ najpopularniejsza waluta cyfrowa okazała się niepraktyczna jako środek płatniczy. Pod koniec roku, gdy zaprojektowana przez Satoshi’ego Nakamoto sieć zaczęła się zapychać, zaległości w potwierdzaniu transakcji BTC były w niej tak spore, że kupcy nierzadko musieli złożyć drugą transakcję, aby uwzględnić fluktuacje ceny.

Wątpliwości nie ma zaś twórca Rafał Kiełbus.

Generalnie pozbawienie kryptowalut waloru spekulacyjnego do fiatów to jedyna droga popularyzacji i szerokiej adopcji – uważa.

…ale czy na pewno?

Pozostaje inna kwestia. Jak rynek przyjmie walutę IBM. Problem widzi też Kiełbus.

Pytanie tylko, czy „kryptoludzie”, których przecież jest znacząca ilość, jako użytkownicy kryptowalut i okolic zaufają tworowi IBM? Z jednej strony mamy znaną światową markę, która powinna zagwarantować wypłacalność projektu, a z drugiej kolejne podejrzenia o bycie „wielkim bratem” w świecie kryptowalut i chęć śledzenia ich użytkowników – wyraża swoje wątpliwości programista.

No właśnie, dotychczas cała idea walut cyfrowych oparta była na wiarygodności, akceptacji  społeczności i – tak jak w przypadku każdej inne waluty – na umowie społecznej. Czy więc dotychczasowi użytkownicy bitcoina, wkrótce przerzucą się na Stronghold USD, za którym stoi technologiczny gigant, ale też zarazem firma, która może być podejrzewana przez bardziej konserwatywnych członków społeczności za narzędzie „banksterów”?

Oczywiście, wątpliwości takich nie będą mieli Smith, Kowalski czy Nowak. Dla nich coin IBM może okazać się fantastycznym środkiem do transferów pieniężnych na obszarze całej kuli ziemskiej. Może też tańszym i łatwiejszym w użyciu, niż obecnie dostępne środki. Czy więc takie rozwiązania są przyszłością kryptowalut?

Widać, że koncepcja stable coins rozwija się za granicą. Szkoda, że w naszym kraju spotkała się z tak ostrym sprzeciwem władz. Rynek na świecie idzie w tym kierunku. Od światowych trendów nie uciekniemy – możemy jedynie opóźnić ich adaptację – puentuje swoją wypowiedź Krzysztof Piech.