Bitcoin Foundation w Kaliforni została wezwana do zaniechania działań z powodu braku odpowiedniej licencji na przekazywanie pieniędzy. Można domniemywać, że organizacja wystawiła się na ogień urzędników organizując konferencję Bitcoin 2013 w San Jose, a teraz, według autora artykułu w magazynie Forbes, podobnie potraktowane mogą zostać również inne przedsiębiorstwa poświęcone kryptowalucie. Warto wspomnieć, że Jon Matonis- autor artykułu jest jednocześnie członkiem zarządu Bitcoin Foundation.

Według prawa finansowego stanu Kalifornia (California Financial Code) kara za ewentualne przewinienia może tu wynieść od $1,000 do $2,500 za każdy dzień niedostosowania się. Należy też pamiętać o prawie federalnym, które przewiduje osobne kary za brak rejestracji w Departamencie Skarbu (Treasury Department). Obejmują one do 5 lat więzienia oraz grzywnę w wysokości $250,000.

Zarówno w tym, jak i w innym artykule wezwanie do zaniechania działalności porównane zostało do przypadku firmy Square inc., która otrzymała podobne polecenie w marcu tego roku, tym razem w stanie Illinois. Matonis określa jednak Bitcoin Foundation jako organizację non-profit zajmującą się głównie promowaniem protokołu open-source Bitcoina i, która nie posiada i nie obraca pieniędzmi. Taki stan rzeczy byłdy zdaniem Matonisa sprzeczny z założeniami organizacji.

Jeśli okaże się, że regulacjami zbombardowane zostaną również inne firmy, powstanie realne niebezpieczeństwo spowolnienia rozwoju technologii oraz infrastruktury związanej z Bitcoinem, a według słów Matonisa, ?Kwestia wolnego wyboru w sferze walut jest prawdopodobnie najważniejszą kwestią związaną z wolnością słowa w naszych czasach?. Z różnych więc względów, zdarzenie to może mieć poważne konsekwencje.

Nie wiadomo na razie, czy Bitcoin Foundation uczyniła cokolwiek w kierunku dostosowania się do  wymogów. List wzywający do zaniechania działalności wysłany został 30 maja i przyznaje organizacji 20 dni na podjęcie żądanych działań.